środa, 16 lipca 2014

Rozdział 47


No chcieliście niegrzeczny rozdział to tam dalej macie! <3
I jeszcze jedno Xd ten rozdział chciałam dedykować mojej przyjaciółce, z którą obecnie jestem na wakacjach u jej babci, że tak cierpliwie znosiła to jak siedziałam przed laptopem i nie było ze mną jakiegokolwiek kontaktu <3 Dziękuję Zuz! 

*** Rose ***
               Drżałam, nawet nie wiem dlaczego. Moje policzki były napuchnięte od łez. Zawsze jak jestem na grobie mamy to płaczę. Chyba już taki zwyczaj. Rutyna.
Tatę pamiętam jak przez mgłe, ponieważ zginął jak byłam mała, więc nie odczuwam takiej tęsknoty. Mimo to oddałabym naprawdę wiele by odnaleźć jego morderce, ale wiem, że teraz jest  już nie możliwe. 
Potrząsnęłam lekko głową by wrócić do normalności i opuściłam.  Zimny wiatr powiewał na moją klatkę piersiową, przez co mocniej opatuliłam się czarnym swetrem.  Z powrotem włożyłam do uszu niewielkie słuchawki i włączyłam dosyć głośno muzykę, by zagłuszyć własne myśli. Chwila niemyślenia na pewno mi się przyda... 
              Szłam niechętnie w stronę domu a moje trampki raz za razem odbijały się miękko od asfaltu. Odczuwając w pewnym sensie frustrację, wpatrywałam się w inną zakochaną parę gdzie dziewczyna skradła niewinnego całusa chłopakowi. On się od razu uśmiechnął i wziął na ręce pogłębiając ten namiętny pocałunek na środku ulicy. "Nigdy nie będziesz wyglądać tak z Niallem" - Kpiła ze mnie moja podświadomość, którą najchętniej w tym momencie bym zabiła. Niestety fakt jest taki, że rzeczywiście bardzo daleko nam do takiej pary. 
Chaotycznie spuściłam głowę w dół, gdy dwójka zakochanych zorientowała się, że bez skrupułów gapię się na nich. 
W końcu znalazłam się przy naszej willi. Uczucie niepewności ogarnęło moimi zmysłami, gdy wpatrywałam się przez moment w główne drzwi.  I czego mam się teraz spodziewać? 
Po chwili bezmyślnych stwierdzeń i przemyśleń nabrałam w sobie trochę odwagi i po cichu wsadziłam klucze do zamka, przekręcając je w środku. Przekroczyłam jak najciszej próg domu zdejmując od razu cienki materiał z ramion i zawieszając go na wieszaku. Zsunęłam ze stóp trampki i niemal od razu wpadłam na blondyna. Przedstawienie czas zacząć. Powtarzałam sobie w myślach, lustrując go od góry do dołu. 
- Rose. Uważam, że wczoraj oboje przegięliśmy i trzeba o tym na spokojnie pogadać.
Wow. Spodziewałam się czego innego. Czyli zmienia taktyka? 
Nie ukrywałam mojego widocznego zaskoczenia, dzięki któremu byłam od razu bardziej zadowolona. 
 Zza pleców wyciągnął duży bukiet róż,  przez co moje usta wygięły się w mimowolnym uśmiechu. Tak drobny gest zdołał poprawić mój humor na lepsze aż o parę poziomów.
 Chętnie odebrałam od niego kwiaty, przykładając je do nosa. Pachną cudownie. 
 Niepewnie objął i zamknął w swojej dłoni moją i powoli zaczął prowadzić w stronę jadalni. Muszę przyznać, że byłam oczarowana, ale jestem wręcz pewna, że ta sytuacja dla nas obojga z nieznanych powodów była trochę krępująca.  
- Cholera... - Wyszeptałam, gdy zobaczyłam pięknie przystrojony stół.
- Nie podoba się?  - Zmartwienie malowało się na jego gładkiej  twarzy, natomiast na mojej czysty uśmiech. W końcu się go doczekałam. 
- Nie o to chodzi.. Po prostu jestem bardzo mile zaskoczona proszę Pana.  - Wytłumaczyłam mocniej ściskając jego dłoń. 
- Proszę Pana? - Zapytał pokazują rząd niemal śnieżnobiałych zębów. 
-  Ojeju.. Chciałam trochę rozluźnić atmosferę.- Roześmiałam spoglądając niewinnie w jego stronę. To dziwne napięcie, która jeszcze chwilę temu panowało między nami, powoli zdawało się  znikać a złość odchodziła w zapomnienie.  Ku mojemu zdziwieniu wszystko bardzo szybko rozgrywa się na naszą korzyść. 
- Udało Ci się. - Przyznał mi racje a w jego głosie mogłam dostrzec nutkę rozbawienia. 
- Siadaj. - Polecił, odsuwając mi krzesło. Zajęłam ostrożnie swoje miejsce a Niall za chwilę usiadł naprzeciwko mnie. 
Mimo, że miał na sobie dżinsy i koszule w prążki to wyglądał  onieśmielająco. Jego włosy jak zwykle poburzone pewnie od częstego przeczesywania fruwały we wszystkie strony, ale nie przeszkadzało mi to wręcz przeciwnie powodowały to, że był niezwykle  seksowny. Ale to i tak żadna nowość. Tęczówki w końcu nabrały ten upojny błękitny kolor, którego tak ostatnio mi brakowało.  Teraz zapach alkoholu, który mogłam jeszcze troszkę wyczuć mieszał się z pięknymi perfumami. 
Stół wyglądał równie elegancko, świece, kwiaty i posiłki, których zapach unosił się nad talerzami w powietrzu,
Spojrzałam w jego stronę, wiedząc, że jego wzrok bacznie mnie obserwuje. Widać, że był niepewny mojej reakcji. 
- Skąd wziąłeś jedzenie? - Spytałam a kąciki moich ust lekko uniosły się w górę, gdy patrzyłam na przepyszne potrawy leżące na talerzach z porcelany.
- Ugotowałem. - Odpowiedział drapiąc się po głowie.  Wybuchnęłam śmiechem a  Niall za chwile do mnie dołączył.
- A ta serio? - Spojrzał na mnie niepewnie a ja machnęłam  ręką zachęcając go by powiedział. 
-  Jezu..Pojechałem do galerii i kupiłem. Dobrze wiesz, że nie jestem najlepszym kucharzem. - Powiedział szczerze a jego mina uformowała się w udawanym smutku.  
Jest naprawdę przyjemne i miło przynajmniej jak na razie. Nie zawiodłam się a on się naprawdę postarał co jest dla mnie ważne, bo  spodziewałam się kolejnej kłótni albo tego wnerwiającego milczenia.  Na szczęście tak nie jest. 
Za chwilę zaczął nakładać na nasze talerze jedzenie a ja z apetytem wzięłam się za ich spożywanie.  Żarcie musiało być na pewno drogie, ponieważ już po pierwszym kęsie moje kubki smakowy chciały niemal eksplodować. Kieliszki napełniły się czerwonym winem, którym co jakiś czas popijałam posiłek. 
Przez parę minut wymieniliśmy parę luźnych zdań, które dotyczyły w zasadzie wszystkiego starając się ominąć nasz główny problem. W końcu mój chłopak się odważysz i podjął drażliwy 'problem' 
- Rose.. Wiem, że jest miło i fajnie, ale uważam, że musimy pogadać na temat wczorajszej sytuacji i skończyć z nią raz na zawsze. Na serio nie chcę się z Tobą tyle kłócić, bo to tylko pogarsza i tak już naszą beznadziejną sytuację. - I nagle czar prysł. 
- Mi naprawdę na Tobie zależy. Wiem, że nigdy Ci tego nie mówiłem, ale mam nadzieję, że zawsze to wiedziałaś. A to, że wczoraj tak bardzo wybuchnąłem to po prostu  jest cząstka mojego dawnego charakteru. Kiedyś byłem bardzo zaborczy pewnie przez  robotę jaką wykonywałem w przeszłości i wiem, że teraz też jeszcze trochę jestem, ale ja nie potrafię wszystkiego tak nagle w sobie zmienić. Musisz mnie zaakceptować też i takiego, proszę. J..ja wiem, że nie powinien przypierać Cię wtedy do tej ściany w sklepie ani tak na Ciebie się wydzierać, wynosić i w ogóle, ale zrozum, że też chcę, żebyś chociaż odrobinę mnie słuchała, bo czasami naprawdę wiem co jest lepsze. Naprawdę rozumiem, że martwisz się o Kate, bo wplątała się w niemałe gówno, ale sama tego nie rozwiążesz, tym bardziej, że w tym gównie siedzi też Harry. Kocham Cię  naprawdę. - Mówił bez tchu a mi niemal opadła szczęka. "Mi naprawdę na Tobie zależy" - słowa, które wywołały na mnie największe wrażenie. Miał racje nigdy mi tego nie mówił. Może i lepiej? Nie wiem czy tak naprawdę chciałabym wcześniej to usłyszeć, ale teraz... Tak jestem pewna chcę słyszeć te słowa nawet, które dla mnie są teraz niemal jak wisienka na torcie. 
- Nie mów słów, których możesz potem żałować. - Stwierdziłam, mając już wątpliwości. 
- Rose ja nigdy nie będę żałował. - Powiedział pewnie a mi zrobiło się ciepło na sercu. 
- Niall ja też powinnam Cię przeprosić. Nie powinnam być aż tak zawzięta.. i ...uparta - Spuściłam głowę w dół wpatrując się na swoje ręce. - Naprawdę mi głupio. - Dokończyłam. Moje słowa brzmiały  bardziej  żałośnie  niż się tego spodziewałam.
- Naprawdę mogliśmy ominąć tę kłótnie. - Blondyn wstał z miejsca i klęknął obok mnie. Położył dwa palce na moim podbródku i obrócił w moją w stronę przez co mimowolnie cała się przekręciłam. 
- Mogliśmy...- Powiedziałam stłumionym głosem.  
- To dlaczego tego nie zrobiliśmy? - Zadał pytanie, na które po prostu nie znałam odpowiedzi. 
- Nie wiem. - Odpowiedziałam szeptem te dwa proste słowa, ale w tym momencie szczere. 
Nawet się nie zorientowałam, gdy usta Nialla lekko musnęły o moje. Och..
- Niall. - Jęknęłam, nie wiedząc nawet czego od nie chcę. 
- Rose.. - Odpowiedział tym samym, przez co moje usta wygięły się w półuśmiechu a jego usta znowu dotknęły moich. Tylko, że tym razem ich nie oderwał. 
Jego język błagalnie prosił o wejście do środka moich ust. Z chęcią mu na to pozwoliłam z czego od razu skorzystał. Za chwilę wewnątrz buzi zaczęła toczyć się walka o dominacje, w której jak zwykle poległam. Warknęłam gardłowo, gdy nasz pocałunek znacznie się pogłębił. Tak bardzo mi tego brakowało... Wplotłam palce w jego włosy lekko za nie ciągnąc, przez co jęknął w moje usta. Chłopak wyciągnął do mnie swoją, którą niemal od razu przyjęłam. Impulsywnym ruchem uniosłam się z krzesła i wpadłam w jego ramiona.  Przyciągnął mnie mocno do siebie, przez co czułam jego rosnącą erekcje tuż przy swoim kroczu. Mocno zakasłałam wiedząc do czego do wszystko zmierzało. 
- Kocham Cię. - Mruczał, przegryzając lekko płatek mojego ucha. Wzdrygnęłam się lekko na to doznanie, ale nie zatrzymywałam go. Nie dziś.
 Za chwilę zacząć zostawiać stertę mokrych pocałunków wzdłuż mojej szyi, aż w końcu dotarł  do jej podstawy. Mimowolnie przymknęłam swoje powieki, gdy przegryzał i ssał rozgrzaną już skórę tuż koło moich obojczyków. Och... 
- Jaki ty romantyczny. - Bełkotałam nieskładnie, odchylając głowę do tyłu, dając mu tym większy dostęp. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - Odpowiedział szybko i stanowczo, pewnie unosząc mnie w górę tak, że siłą rzeczy nieudolnie oplotłam swoje słabe nogi wokół jego torsu. Przez moją niezdarność Niall stracił równowagę tak, że prawie oboje wylądowaliśmy na drewnianej podłodze. Na szczęście prawie w ostatniej chwili udało mu się utrzymać na nogach, za co w duchu dziękowałam już Bogu. 
Oboje patrzyliśmy sobie prosto w oczy. W tym momencie moje wołały tylko jedno " Pocałuj mnie! Pocałuj mnie!"  Blondyn musiał chyba zrozumieć mój 'gest', bo na jego twarzy pojawił się ten zawadiacki uśmieszek, po którym nasze usta złączyły się niemal w zwierzęcym pocałunku.
Mocniej zaplotłam swoje dłonie wokół jego karku, gdy szybkim krokiem zaczął zmierzać ku wysokim schodom. Pokonywał po kolei każdy schodek , starając się przy tym zachować jak najwięcej gracji i pewności siebie.
Prawą nogą zwinnie kopnął drzwi od naszej sypialni, które  od razu ustąpiły pod jego siłą. Jak na razie wszystko działo się szybko, aż do tego stopnia, że nie spostrzegłam się, gdy przyparł mnie do zimnej ściany i mocno ścisnął pośladki. 
- Ała - Krzyknęłam niekontrolowanie z powrotem zatapiając palce w jego blond czuprynie. 
- Czyli seks na zgodę? - Powiedziałam coś, czego nawet nie miałam w zamiarze za co zbeształa mnie moja podświadomość. Niall posłał mi pytające spojrzenie,  na co uśmiechnęłam się niewinnie i rozplotłam swoje nogi, dotykając stopami podłogi. 
-  A nie pasuję Ci? - Spytał rozbawiony, łapiąc moją w twarz w obu dłoniach i składając na nosie szybki cmok. 
Jego ręce powędrowały do moich głowy zdejmując z niej ciasno związaną gumkę, w efekcie czego włosy spłynęły po moich plecach prostymi kaskadami. Złapał za spód mojej ciemnej bluzki, powolnie ciągnąc ją w górę, coraz wyżej. Mój oddech znacząco przyspieszał z każdym delikatnym ruchem, gdy bluzka była już na wysokości klatki piersiowej. Ochoczo podniosłam ręce do góry, tak by Niall  swobodnie mógł pozbyć się mojej koszulki i rzucić ją gdzieś w kąt. 
Patrząc się cały czas na moją twarz, która powoli stawała się mokra od potu, chłopak uklęknął na kolanach i rozpiął guzik moich dżinsów. 
Przytrzymałam się mocno jego barków i uniosłam  w górę jedną stopę tak bym mogła bezpiecznie wyjść ze spodni  i potem drugą.  Teraz stałam przed nim w samej bieliźnie i ku własnemu zdziwieniu nie krępowałam się. 
Blondyn złączył nasze dłonie dłonie i poprowadził mnie pewnie w stronę łóżka. W jego oczach przez sekundę zdążyłam uchwycić pożądanie, którego widziałam już nawet nie pamiętam kiedy. 
Nie czekając aż ja to zrobię, blondyn do końca przyjął stery i  zaczął się sam rozbierać zostawiając same bokserki, za co zbeształam go wzrokiem. Wybuchnął krótkich śmiechem, ale zaraz po tym chaotycznie popchnął mnie na łóżko, przez co upadłam na miękki i gruby materac a on zaraz za mną. 
 - No, więc co robimy? - Spytał żartobliwie, na co wywróciłam oczami .
Jego rozgrzany oddech odbijał się od mojej klatki piersiowej wywołując przyjemne dreszcze na moim ciele. Jego wszędobylskie palce krążyły po brzuchu aż dotarły do pleców a z stamtąd do stanika, który został za moment odpięty. Powoli zsunął ze mnie ramiączka a ja pozwoliłam by do końca pozbył się koronkowego, niebieskiego biustonosza. Jak dobrze, że go dzisiaj miałam. 
- Podoba mi się. - Skomplementował po cichu, gniecąc jeszcze przez chwilę stanik. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i kiwnęłam lekko głową.  
Przymknęłam lekko oczy, gdy zassał jednego z moich sutków a u drugiego ścisnął dłoni, który natychmiast stwardniał pod jego uciskiem. Czułam się jakby temperatura w pokoju nagle skoczyła o kilka stopni i jak zwykle żałowałam, że nie otworzyłam okna.
Z moich rozchylonych warg wydobył się mimowolny jęk a ja nie musiałam patrzeć na Nialla, by wiedzieć, że ma teraz na twarzy ten swój pełen zwycięstwa uśmieszek, gdy patrzy na mnie w tym bezbronnym stanie.
  Z każdą chwilą czułam narastające podniecenie, które budowała się właśnie TAM na dole. Moja wewnętrzna bogini cieszyła się jak niemożliwa z dobrego obrotu sprawy i  nie mogła doczekać się więcej.  
Mocniej zacisnęłam dłonie na jego włosach i oplotłam sobie je wokół palców, gdy zaczął stawiać mokre pocałunki wzdłuż linii piersi a potem wokół pępka i niżej. Zaczepił lekko palec na gumce od majtek, powoli po niej wodząc, wywołując kolejne ciarki. Uniosłam lekko tyłek do góry dając mu znak, żeby je zdjął, na co z przyjemnością  przystał. 
 W środku cała aż drżałam, przez jego delikatny, ale jakże stanowczy ruch, jak bez żadnego ostrzeżenia wsunął we mnie środkowy palec. Wzdrygnęłam się lekko, przez co posłał mi uspokajające spojrzenie. Głęboko odetchnęłam starając się napełnić płuca wystarczającą ilością powietrza, co w tym momencie nie było łatwe, kiedy powtarzał rytuał wsuwania i wysuwania.
- Jak zawsze na mnie gotowa. Podoba Ci się, prawda? - Wyszeptał przerzucając swoje kolana wokół mojej talii. Jedną ręką wolną ręką sprawnie złapał  moje nadgarstki, wyciągając je ze swojej czupryny i położył  je nad głową, mocno trzymając. Byłam skutecznie unieruchomiona 
- Rose? - Ponaglił, przekręcając i zginając palce w moim wnętrzu. Och... 
- Mhm. - Odpowiedziałam nieświadomie roztapiając  się wokół niego. 
Starałam wyszarpnąć swoje ręce z jego objęć, bym mogła dotknąć jego muskularnego torsu, ale na marne. Nie pozwalał mi na to, ale nawet nie byłam w stanie, żeby przemyśleć dlaczego. 
- Rozluźnij się skarbie i nie wierć. - Nakazał apodyktycznie, gdy moja klatka w nierównym tempie unosiła się i opadała. Nie zdążyłam nawet do końca przetworzyć jego słów, gdy wyjął  ze mnie palec i włożył go do buzi zasysając lekko koniuszek.  Przymknął lekko swoje oczy, gdy ja dyszałam nieskładnie jego imię starając się opanować. Za chwilę znowu zniżył swoją dłoń w moje intymne okolice i ostrożnie włożył we mnie dwa palce. Otworzyłam szeroko oczy na to nowe doznanie i momentalnie zacisnęłam wszystkie swoje mięśnie. Wiłam się pod nim z rozkoszy a on ciągnął z tego widoczną satysfakcje.  Cały czas starał się utrzymać  mnie w jednym miejscu, gdy miarowo wsuwał i wysuwał ze mnie palce. 
- N..niall. - Jęczała niewyraźnie czując, że niedługo będę szczytować. Złączył nasze usta chyba tylko po to by mnie uciszyć i zwiększył lekko tempo. O Boże... Jestem już na krawędzi i chyba dobrze to wie, bo zaczęłam drżeć jeszcze bardziej.
- O nie skarbie, dojdziemy razem. - Stłumił lekko swój rozbawiony głos przy moim uchu i zgiął ostatni raz palce zanim je ze mnie wyjął. Poczułam się tak dziwnie sfrustrowana...
W końcu puścił moje nadgarstki a ja instynktownie potarłam jeden o drugi. Zdyszana jak koń zawiesiłam je na jego barkach, mocno go do siebie przyciągając.  
Moje dłonie swobodnie krążyły po jego tułowiu. Gdy zorientowałam się, że ma na sobie jeszcze bokserki  szybkim, ale niewinnym ruchem zsunęłam ubranie z jego bioder leniwie się przy tym uśmiechając. 
 Spojrzałam niepewnie w dół i uwiesiłam nieświadomie wzrok na jego dolnych partiach, przez co usłyszałam głośny śmiech mojego kochanka. 
- Rose, może wzięłabyś go do... 
- Przepraszam Niall, ale nie jestem jeszcze na to gotowa. - Nie dałam mu do kończyć, bo i tak wiedziałam o co chodzi. Na szczęście szybko mi odpuścił a ja miałam nadzieję, że nie będzie tego długo rozpamiętywał.
 - Kocham Cię. - Po między poszarpanymi oddechami delikatnie starałam się wypowiedzieć te słowa, na co chłopak wydymał usta i kiwnął potakującą głową.  Czułam się trochę głupio, odmawiając mu tego co bardzo by chciał, ale naprawdę nie jestem jeszcze na to gotowa. 
Złożyłam całusa na jego czole a ten sięgnął do szafki nocnej otwierając jedną szufladę i wyjmując z niej foliową paczuszkę. 
- Gotowa? 
- Jak nigdy. - Powiedziałam głęboko nabierając powietrze do ust i rumieniąc się przy tym jak burak. Usłyszałam jak rozrywa niewielkie opakowanie i za chwilę czułam jak drażni już moje wejście. Dwa razy zatoczył jeszcze kciukiem kółka na mojej łechtaczce za nim jednym płynnym ruchem wsunął się we mnie całą pokaźną długością. O tak. Czułam znane mi przyjemne rozpieranie
Dostałam minutę na przystosowanie się do sytuacji za nim Niall zaczął się powoli poruszać. Jęczałam, kiedy wbijałam się we mnie, nabierając tempa, w bezlitosnym rytmie. Moje biodra z chęcią wyszły mu na spotkanie, gdy raz po razie czułam go w sobie coraz głębiej. 
Złapał w dłonie moją głową i mocno ją pocałował, przegryzając przy tym lekko moją wargę.   Bezlitośnie snułam paznokciami po jego plecach, wiedząc, że zostawię po po sobie ślad.
- Jesteś boska.. - Wybełkotał, niemal bez tchu. 
- Och...Niall . - Szepnęłam, czując jak zaczęło się coś we mnie narastać. 
Zupełnie poddałam się przyjemnemu uczuciu wyginając swoje plecy w łuk. Zesztywniałam, przyjmując kolejne pchnięcia. 
Jak zwykle uczucie niedopisania. Moje myśli znikały, gdy tak jak chciał Niall doszliśmy niemal w jednym momencie. Jego oczy były lekko przymknięta a szczęka zaciśnięta, gdy wlał się w prezerwatywę a po moim cielę przeszła potężna  fala rozkoszy. Na naszych ciałach uformowały się małe kropelki potu, które co jakiś czas spływały po nagich ciałach.
 W tym błogim stanie byliśmy się przez chwilę, po czym kochanek całym ciałem opadł na moje. 
- Ałaaa!. - Krzyknęłam, gdy wysunął się ze mnie dość agresywnie. 
- Boli? - Wydyszał na co kiwnęłam potakująco głową.  Impulsywnie podniósł się ze mnie i zarzucił  kołdrę. Zdjął zużytą prezerwatywę i zwinął ją w mały rulonik wynosząc do śmietnika. 
Położył się zaraz na swoje miejsce. Zarzucił na mnie swoje ramię, przysuwając mnie ostrożnie  w swoją stronę. 
- To był jeden z najlepszych seksów jakie kiedykolwiek uprawiałem.  - Stwierdził pewnie, gdy nasze oddechy zaczęły się nieco uspokajać. Zawstydzona schowałam głowę pod cienką powłoką, przez co usłyszałam ten cudowny śmiech. 
- Ja Cię naprawdę kocham. - Powiedziałam usadawiając wygodnie głowę na jego klatce. Niall pocałował mnie jeszcze we włosy, zanim sam odrzucił gdzieś głowę i tak jak ja po tym udanym wieczorze po prostu zasnął głębokim snem. 
Światło wypełniło pokój, sprowadzając mnie z błogiego snu na jawę. Obudziłam się w wyjątkowo dobrym humorze. Przeciągnęłam się ku górze i leniwie otworzyłam oczy. Obok mnie leżał jeszcze śpiący Niall. Odwróciłam się w jego stronę. Pewnie stwierdziłam, że mogłabym patrzeć na niego cały dzień jak nie dłużej. Jest słodki i kusi mnie by go dotknąć, ale ze względu na to, że nie chcę go obudzić nie robię tego.
 Powoli wysunęłam  się z łóżka i stanęłam pewnie na nogi. Szybko znalazłam na podłodze koszule Nialla, którą na siebie narzuciłam. Otworzyłam drzwi do łazienki, kierując się prosto na lustro. Sięgnęłam od razu po szczotkę, starając się ujarzmić rozbebłane włosy.  Jak zwykle skończyło się na wysokim kucyku, prawie na środku głowy. 
Za chwilę wyciągnęłam z kubka szczoteczkę, na którą wycisnęłam trochę pasty i szybko umyłam zęby. 
Opuściłam zaraz łazienkę i na boso zmierzyłam ku kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam jakieś warzywa, wędlinę, ser itp . Wstawiłam wodę i wzięłam się za przygotowanie najprostszych  na świecie kanapek. Podśpiewywałam pod nosem jedną ze znanych piosenek Bruna Marsa "When I Was Your Men" , gdy poczułam nagle duże dłonie na talii. Mimowolnie się uśmiechnęłam, odwracając się delikatne...
____________________________________
No to jeszcze krótkie ogłoszenia parafialne.
Jak Wam mijają wakacje? 
Napisanie dla mnie tego rozdziału to było istne piekło. Nie jestem najlepsza w tych sprawach, więc jeżeli coś ze sobą nie współgra  to przepraszam, ale zrozumcie mnie :D Przepraszam, że rozdziału nie było tak długo, ale jak wspomniałam pierwszą przyczyną jest taka treść a druga, że jestem z przyjaciółką na wakacjach u jej babci, więc w zasadzie pisałam tylko wieczorami.
Powracam z Sisters jak ktoś jeszcze pamięta to ZAPRASZAM! <3
http://sisters-louis-tomlinson.blogspot.com/ 
Mam nadzieję, że będziecie mnie wspierać.
Za wszelkie błędy przepraszam, ale naprawdę nie miałam ochoty czytać 3 raz rozdziału, ponieważ po tym pisaniu byłam po prostu wystarczająco zniesmaczona XD
Mimo wszystko mam nadzieję, że docenicie to jak się napracowałam i zostawicie po sobie jakieś Komentarze, które są dla mnie naprawdę ważne.
No to chyba na tyle skarby. Aktywnych wakacji i do następnego! <3 

czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 46


Muzyka

***Niall***

                Miałem serdecznie dość. Czułem jak krew przepływa w moich żyłach jak jakaś popieprzona. Miliony myśli przelatywały mi przez  głowę, gdy Rose trzasnęła drzwiami i po prostu wyszła. Starałem opanować swoje nerwy by nie wybuchnąć drugi raz, ale każdego kurwica by wzięła na moim miejscu. Ja nie oczekuję, żeby ona była mi posłuszna jak pies, tylko żeby trochę mnie słucha i liczyła się z moim jebanym zdaniem. Naprawdę tak długo oczekuję od swojej dziewczyny?
Wiem, że ona chciałaby bardzo rządzić w tym związku, ale na pewno się na to nie zgodzę. Ugh..Nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo się zmieniłem i ile mnie to w pewnym sensie kosztowało. Jak tak dalej wszystko pójdzie i cały czas będziemy się kłócić to nie wiem ile tak jeszcze zdałam wytrzymać. Dlaczego tak jest, że z osobą, którą kocham nad życie częściej się kłócę się bzykam? Ta myśl jest bardzo przytłaczająca. Ugh...
Z każdą chwilą martwiłem się o nią coraz bardziej, ale nie mogłem wyjść i po prostu jej szukać. Nawet nie wiem dlaczego. Zamiast tego wziąłem kieliszek i nalałem do niego kolejną butelkę wódki.  Paląca ciecz przepłynęła przez moje gardło  przez co moja mina wykrzywiła się w widocznym grymasie. Przymknąłem lekko oczy, widząc jak Rose stoi nade mną i patrzy się z miną mordercy a za chwilę daje mi w pysk. Potrząsnąłem mocno głową i otworzyłem powieki wyrzucając z głowy nieprzyjemny widok. W gruncie rzeczy wiem,  że Rose powinna mi strzelić za to jak się do niej odzywałem i szczerze jestem jej wdzięczny, że tego nie zrobiła, bo w tamtym momencie zupełnie wytrąciłaby mnie z równowagi, jeżeli w ogóle   dało się jeszcze bardziej.. 
Podszedłem nerwowo do okna, odsuwając firanki. Patrzyłem prosto przed siebie mając nadzieję, że może ją zobaczę, ale dupa. Wszyscy tylko nie ona. Miałem chociaż nadzieję, że wróci przed zmrokiem, bo w innym wypadku naprawdę będę musiał iść jej szukać. 
Miarowo starałem uspokoić swój oddech. Niecierpliwie starałem usiedzieć na kanapie. Moja ręka znowu poprowadziła do szklanej butelki, wlewając palącą ciecz do malutkiego naczynia. Chuj ze mnie, ale co na to poradzę. Każdemu czasami zdarza się pęknąć, albo napić trochę więcej. 
Z każdym kolejnym kieliszkiem coraz bardziej kołowało mi się w głowie, przez co mimowolnie położyłem się na łóżku. Leżałem jeszcze chwilę chwilę starając zachować się otwarte oczy. Muszę czekać na Rose, żeby z nią jeszcze pogadać, ale czy ona będzie chciała ze mną rozmawiać w takim stanie?  Sam w to wątpię, bo nawet nie zamieniłbym z nią jednego zdania, gdyby była  nawalona do upadłego. Kurwa. 
Po niedługim czasie, po prostu nie dałem już rady i zasnąłem.

***Rose***
Ten ranek był inny niż normalne. Bezlitosne promienie słoneczne, które przedzierały się przez zasłony szybko i skutecznie wybudziły mnie ze snu. Leniwie otworzyłam swoje oczy tuląc się do poduszki.  W tym wielkim łóżku byłam sama. Na sam początek dnia smutek zawładnął moimi wszystkimi uczuciami przypominając sobie wydarzenia z wczoraj. Potrząsnęłam lekko głową starając przywrócić się do normalności i niechętnie przybrałam pozycje siedzącą. Dotknęłam bosymi stopami jasnej posadzki. Mimo, że była zimna to byłam przygotowana na coś gorszego.
Na palcach podreptałam do łazienki, przekręcając za chwilę zamek. Zdjęłam z siebie piżamę i za chwilę weszłam pod prysznic. Przekręciłam korek na letnią wodę i w dość szybkim tempie umyłam całe ciało i włosy. Z zaparowanego pomieszczenia wyszłam owinięta dwoma ręcznikami. Wróciłam do pustej sypialki wyjmując z szafy dżinsy i luźną bluzkę.  Założyłam wszystko na siebie i wróciłam do łazienki, gdzie wysuszyłam włosy i zrobiłam jak co dzień lekki makijaż. W miarę dobrym stanie powoli zeszłam po schodach, przechodząc obok śpiącego Nialla.  Na kilometr mogłam wyczuć od niego alkohol. Musiał jeszcze pić po moim wyjściu. Jak widać dla niego jest to najlepszy sposób na rozwiązanie wszystkich problemów.
Poszłam do kuchni, gdzie miałam zamiar zrobić sobie sama śniadanie, ponieważ od paru dni Anabell w ogóle do nas nie przychodziła a ja nie wiedziałam co jest grane. Może coś jej się stało?  Nie wiem, ale na razie mam większe zmartwienia niż chwilowa nieobecność naszej gosposi.
W lodówce na szczęście były wszystkie rzeczy by zrobić gyros.  Jedna z nielicznych potraw jaką jeszcze w miarę potrafię zrobić. Szybko wzięłam się za krojenie wszystkich warzyw. Niestety moja nieudolność jest  na wysokim poziomie, przez co zacięłam się nożem w palec. Syknęłam z  bólu, gdy zobaczyłam jak drobne kropelki krwi spływają po mojej skórze. Zanurzyłam ranę w wodze i za moment poszłam w poszukiwaniu apteczki, gdzie mogłam znaleźć plaster. Pospiesznie owinęłam palec i wróciłam do przygotowywania śniadania. Mimo, że skaleczenie nie było duże to bardzo szczypało przez co miałam już dość swojego "gotowania", ale w końcu postanowiłam dokończyć.  
Za 20 minut gyros był gotowy a co najważniejsze zjadliwy. Zostawiłam go trochę w misce, gdyby ktoś chciał trochę spróbować a sama dla zabicia czasu poszłam do gabinetu i wyciągnęłam pierwszą lepszą książkę. Ze względu na to, że na dworze świeciło słońce zgarnęłam po drodze okulary przeciw słoneczne i wyszłam na dwór. Usadowiłam się wygodnie na leżaku, wyciągając przed siebie nogi.  Trzymałam książkę w obu rękach starając skupić się  na pierwszych stronach fabuły. Było to o wiele trudniejsze niż by się zdawało, ponieważ jedyne o czy mogłam teraz myśleć  to nasza kłótnia i pewnie skacowany Niall, który niedługo wstanie. Będzie się do mnie odzywał? Nie mam zielonego pojęcia, chociaż najchętniej w ogóle nie wracałabym do wczorajszej sytuacji tylko zachowywała się jakby nic się nie stało. Wiem, że nie jest to rozwiązanie tylko pójście na łatwiznę. Jeżeli nawet można tak to nazwać.  
Jeszcze przez jakiś czas wpatrywałam się w małe, czarne literki, gdy w końcu z nerwów rzuciłam książkę na ziemię. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak byłam zdenerwowana i smutna przez ten cały czas jednocześnie. Wszystkie nasze kłótnie dobijały mnie coraz bardziej. Czułam się naprawdę zmęczona, ale w końcu prawdziwa miłość przetrwa wszystko prawda?  
Impulsywnie podniosłam się z leżaka i stałam przez chwilę w miejscu. Ze względu na to, że promienie słoneczne coraz bardziej  prażyły moją skórę. Nie czekając chwili dłużej zdjęłam z siebie bluzkę i spodnie. W samej bieliźnie spontanicznie wskoczyłam do basenu.  Momentalnie pożałowałam swojej decyzji, ponieważ przez moje ciało przeszło miliony ciarek, które były spowodowane lodowatą wodą. Myślałam, że  będzie o wiele cieplejsza, ale jak widać nie zdążyła się jeszcze nagrzać.
Jak na zawołanie moja szczęka zaczęła drżeć a ciało dygotać. Nie czekałam długo, by do końca zamarznąć tylko dla rozgrzania zaczęłam pływać wokół basenu. Stanęłam na moment na palcach i przetarłam dłońmi oczy, gdy zobaczyłam jak Niall  wpatrywał się na mnie z tarasu. Musiał słyszeć huk wody jak wskakiwałam i dlatego przyszedł.
Nawet z pewnej odległości mogłam dostrzec jego podkrążone oczy czy poburzoną fryzurę. Nie wyglądał najlepiej, ale sam sobie jest to winien.
Gdy oboje złapaliśmy kontakt wzrokowy nie czułam się komfortowo, ale miałam cichą nadzieję, że do mnie przyjdzie, wyciągnie mnie z wody i przytuli. Zamiast tego on po prostu się odwrócił i wszedł z powrotem do domu. Byłam zawiedziona i to bardzo, ale nie zamierzałam zrobić pierwszego kroku w jego stronę. Nie tym razem.
Wzięłam dwa głębokie wdechy i z powrotem wróciłam do pływania. Z każdym kolejnym ruchem ręki czy nogi zmęczenie dawało o sobie coraz większy znak, mimo to nie przestawałam. Chciałam, żeby tak jak wczoraj przy bieganiu moje myśli ze mnie uleciały. Nie czuć żadnej złości, smutku tylko to przyjemne zmęczenie. W tym stanie wycieńczenia, nawet nie ma się siły na głupie przemyślenia, które w większości przypadków i tak prowadzą do niczego.
Po 30 minutach nie byłam wstanie już więcej pływać. Moja kondycja była w zasadzie na poziomie zerowym, ale tak jak chciałam byłam kompletnie zmęczona. Resztkami sił uniosłam się na rękach i wygramoliłam się z basenu. Ledwo co byłam wstanie napełniać swoje płuca poszarpanymi oddechami. Dosłownie czułam każdy swój najmniejszy mięsień.
 Woda ściekała ze mnie robiąc wokół małą kałuże. Zmusiłam swoje nogi do pracy i całkiem mokra weszłam przez taras do domu zostawiając za mną całą ścieżkę śladów. Cicho po schodach dostałam się do łazienki, z której wzięłam czysty ręcznik i wytarłam zimne ciało. Od razu zrobiło mi się cieplej. Jedynie brakowało mi jeszcze dużych rąk Nialla wokół mojej talii, ale jak na razie o tym mogłam jedynie mogłam pomarzyć.
Otulona niewielkim materiałem popchnęłam drewniane drzwi znajdując się w naszej wspólnej sypialni. Przez chwilę stanęłam w progu, widząc jak blondyn leży na łóżku a koło niego butelka wody. Zaśmiałam się w duchu myśląc, że dobrze mu tak. Nic nie mówiąc podeszłam do szafy i wyjęłam spódniczkę i bardziej obcisłą bluzkę. Nie zwracając na niego uwagi założyłam na siebie suche ubrania i zostawiłam go samego w pokoju. I co ja mam robić przez resztę dnia?
Weszłam do przedsionka, gdzie założyłam trampki, wzięłam torebkę i wyszłam z domu wcześniej zamykając drzwi  Mimo, że byłam naprawdę zmęczona to nie miałam zamiaru siedzieć w domu. Tym bardziej, że nie zapowiadało się na to, że Niall zamieni ze mną chociaż jedno zdanie.
Szłam prosto przed siebie w naprawdę wolnym tempie, nie miałam określonego celu. Po prostu jak na razie chciałam być jak najdalej od domu. Wyciągnęłam z torby słuchawki i włożyłam je w uszy. Nastawiłam telefon na odpowiednią piosenkę i beztrosko kontynuowałam swój spacer. Nawet się nie spostrzegłam, gdy moje nogi stanęły pod cmentarzem. Wyłączyłam muzykę i wchodząc jeszcze do sklepiku kupiłam znicz. Głęboko odetchnęłam zanim przeszłam przez wielką bramę. Patrzyłam ze smutkiem na wszystkie groby aż w końcu doszłam do pochówku mojej mamy. Poczułam dziwne uczucie ukłucie w sercu, które zapewne było spowodowane tęsknotą. Tak, teraz potrafię stwierdzić jak bardzo mi jej brakuję. Wiem, że ona potrafiłaby mi doradzić czy pocieszyć, ale jednak los tak chciał, że zabrał ją do nieba  a ja nigdy nie dostanę odpowiedzi dlaczego akurat ją.  Ugh...
Położyłam znicz na grobie i wyjęłam zapałki, odpalając jedną i przykładając do knota. Momentalnie pojawił się niewielki płomień, który przykryłam pokrywką, przesuwając wgłąb marmurowej płyty. Uklęknęłam przed grobem składając starannie ręce. Zaczęłam odmawiać krótkie modlitwy tępo wpatrując się w umieszczone na grobie zdjęcie mojej mamy.

*** Niall***
Przez dłuższy czas na pewno nie tknę alkoholu. Czuję się jakbym miał Saharę w buzi. W dodatku pulsujący ból głowy nie daję mi spokoju.
Leżałem na łóżku jak ostatnia ciota. Nie miałem sił na nic a Rose tak po prostu tu przyszła ubrała się i wyszła. Miałem okazję pogadać z nią na spokojnie, ale jak zwykle spieprzyłem sprawę. Brawo Niall. Przez kolejną godzinę nie ruszałem się z miejsca. Praktycznie jedynym moim ruchem było sięgnięcie butelki z wodą, która stała zaraz przy łóżku. Masakra.
Gdy usłyszałem dzwonek dobiegający z mojego telefonu leniwie wyciągnąłem go z kieszeni. Spojrzałem na ekran, na którym widniało imię 'Rita' i niechętnie przeciągnąłem palcem by odebrać połączenie.
- Halo?  - Zacząłem po cichu.
- Hej, Niall. Tu Rita. - Powiedziała.
- Mówisz jakbym nie wiedział. - Wywróciłem oczami parskając do telefonu.
- Ugh.. przestań. Pokłóciliście się z Rose prawda?  - Zapytała o coś oczywistego, na co westchnąłem.
- Noo i to jak.  - Odparłem, nie mając ochoty rozpowiadać się na ten temat.
- Widzę, że coś z Tobą nie tak to nie będę Cię męczyć. Jedynie mogę się domyślać co się u Was działo, bo wczoraj wyglądałeś na nieźle niezrównoważonego. Powiedz mi tylko jeszcze jak się czuję Rose?
- Nie ma jej, ale jest naprawdę na mnie bardzo wkurwiona. Ja z resztą na nią  też. Nawet nie mieliśmy szansy pogadać na spokojnie. - Fuknąłem. Czułem, że staję się coraz bardziej poirytowany, nawet nie wiem dlaczego.
- No to może rusz dupę i coś zrób?! - Stwierdziła podnosząc nieco  ton swojego głosu.
- Niby co mam zrobić?
- Jakąś romantyczną kolacje czy coś. Takie bzdety zazwyczaj działają na dziewczyny. - Zaśmiała się czerwonowłosa.
- Tylko jest taki mały problem, że ja nie umiem gotować. - Powiedziałem kolejną oczywistą rzecz, którą Rita na pewno nie była zdziwiona.
- No to człowieku jedź do jakieś galerii. Idź do restauracji i weź żarcie na wynos. Nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia. - Wyjaśniła dokładnie.
- Dobra. W takim razie nie mam czasu do stracenia. Dzięki Rita. - Pożegnałem się nieco grzeczniej z dziewczyną i wrzuciłem telefon do kieszeni. Wypiłem jeszcze parę łyków wody zanim poszedłem do łazienki przemyć twarz zimną wodą.
Nawet nie wiem za ile Rose będzie, ale muszę zdążyć. Jak najszybciej się dało wsiadłem do samochodu i  za radą mojej przyjaciółki pojechałem do galerii, gdzie w restauracji kupiłem jakieś dobre jedzenie na wynos i kwiaty. Zawsze coś.
Wróciłem do willi, gdzie na szczęście mojej dziewczyny nie było i wziąłem się za przygotowywanie romantycznej kolacji. Nałożyłem na stół śnieżnobiały obrus, potem talerze z jedzeniem, świece, kwiaty i wino. Na pewno nie będę dzisiaj pił, ale zawsze na stole lepiej wygląda a może jak dobrze pójdzie to i Rose się skusi. Pobiegłem szybko na górę i założyłem jakąś koszule.
Pomimo nieustającego bólu głowy byłem z siebie nawet dumny, że w krótkim tempie udało mi się coś takiego przygotować. Może nie jest to szczyt marzeń, ale jestem zadowolony.
W jadalni odsunąłem sobie krzesło i zająłem miejsce. Spojrzałem na zegarek, powoli niecierpliwiąc się coraz bardziej. A co jak nie przyjdzie na noc do domu? Nie ma nawet takiej opcji. Najchętniej wziąłbym telefon i zadzwonił do niej, żeby jak najszybciej przychodziła, ale nie, wolę czekać.
               Wybijałem nierówne rytmy palcami o stół, gdy usłyszałem dźwięk otwierającego zamka. W jednym momencie stanąłem z kwiatami na równe nogi i pomaszerowałem ku drzwiom. Spokojnie Niall. Powtarzałem sobie w duchu,  gdy stanąłem jak słup soli przed jej drobny ciałem.
- Rose. Uważam, że wczoraj oboje przegięliśmy i trzeba o tym na spokojnie pogadać.- Zacząłem prosto z mostu, odważnie podnosząc na nią wzrok. Wyciągnąłem przed nią niewielki bukiet kwiatów, który przyjęła. Była zdziwiona i to bardzo, ale miałem nadzieję, że tak pozytywnie. Złapałem ją delikatnie za dłoń i poprowadziłem w stronę jadalnie...

_______________________________________________________________________
No to teraz się okażę kto czyta moje notki ;D Mam do Was pytanie hahahahah zawsze mam z tym dylemat, dlatego teraz oczekuje waszej pomocy. Napiszcie mi w komentarzach czy chcecie czy nie chcecie, żebym pisała zboczone rozdziały. Byłabym naprawdę wdzięczna <3 I jeszcze jedno. Jakbyście chcieli mi pomóc to napiszcie mi na asku czy w kom. wasze ulubione cytaty o czymkolwiek, miłości, przyjaźni, smutku itp. Również byłabym ogromnie wdzięczna.
Przepraszam, że rozdziału nie było tak długo, ale po prostu bardzo ciężko mi się go pisało bo praktycznie nie ma w nim dialogów, co mnie dobija. Wszelkie błędy itp poprawie jutro, ponieważ dzisiaj już nie mam siły.
Mimo, że nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału to wierzę, że docenicie trochę moją pracę i napiszę jakiś pozytywny bądź nie pozytywne komentarz, bo jest dla mnie naprawdę ogromną motywacją! <3 

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 45

Spięta siedziałam na fotelu, mocno przypięta pasami. Co jakiś czas spoglądałam na blondyna, który tępo wpatrywał się w drogę przed siebie. Jego dłonie były mocno zaciśnięte na kierownicy a wzrok bardzo skupiony. Usta układały się w cienką linie, przez co byłam pewna, że zaciskał szczękę. Ton jakim powiedział "zamknij się" był cholernie groźny jak i surowy. Jak bardzo chciałam mu znowu odpyskować, to wiedziałam, że dla własnego bezpieczeństwa będzie lepiej jak do końca drogi się zamknę. Gdy wjechaliśmy na jezdnie, gdzie praktycznie nie było żadnych pojazdów, nasz samochód zaczął jechać z coraz większą prędkością. Niepewnie spojrzałam na Nialla a potem na licznik, który drastycznie rósł w górę. Mój oddech znacznie przyspieszył, a strach i niepewność brały górę. Nie miałam pojęcia co mój chłopak odwala. Jednego byłam pewna, że nie wróży to na pewno nic dobrego.
- Niall proszę Cię..zwolnij. - Powiedziałam cicho biorąc pomiędzy słowami poszarpane oddechy.
-Niall... - Powtórzyłam, gdy nie zareagował na moje słowa.  - Niall! Do cholery zwolnij!! Chcesz nas pozabijać?! - Krzyknęłam nachylając się w jego stronę. Mój głos drżał. Pierwszy raz boję się być w jego obecności. To jak się teraz zachowuję jest bardzo nie podobne do mojego chłopaka, który zawsze jest tak bardzo zazdrosny i  troskliwy. Po raz kolejny łudziłam się na jakąkolwiek reakcje z jego strony. Moja klatka w szybkim tempie unosiła się i opadała, jak bezlitośnie patrzyłam na drogę, która w  zadziwiająco szybkim tempie mijała mi między szeroko otwartymi oczami.
- Dlaczego na siłę prosisz się o nieszczęście? - Spytałam drżącym głosem, starając się zachować jak największy spokój. Gdybym mogła najchętniej wyskoczyłabym teraz z tego auta i dalej wróciła na piechotę, ale wiem, że to nie możliwe.  Położyłam rękę delikatnie na jego kolanie, mając nadzieję, że trochę się uspokoi, ale zanim się spostrzegłam mocno strącił moją rękę.
- Zachowujesz się jak totalny dupek! - Fuknęłam starając się powstrzymać zbierające łzy w kącikach moim oczu. Nie rozpłaczę się teraz, nie ma szans.
- Nie jesteś wcale lepsza.  - Syknął na zgromiłam go wzrokiem.
Postanowiłam przybrać inną taktykę i zachować kamienną wyraz warzy, mimo, że w środku drżałam
z niepokoju i strachu.  Oparłam głowę o siedzenie i udawałam, że to co robi zupełnie mnie nie rusza.
Podróż wydawała się trwać wieczność a ja ani nie drgnęłam z miejsca. Uparcie grzebałam w telefonie starając nie myśleć się o tym, że jedziemy z zawrotną prędkością. Nie miałam już nawet odwagi patrzeć na drogę.
               Gdy samochód zatrzymał się z piskiem opon a Niall wyszedł trzaskając drzwiami zorientowałam się, że jesteśmy już pod domem.  Głęboko westchnęłam czując ogromną ulgę, że nic się nie stało. Powoli wysiadłam z auta czując, że moje nogi są jak z waty i za chwilę mogą się pode mną ugiąć. Blondyn zdążył już wejść do środka, gdy dopiera ja pokonywałam niewielkie schody prowadzące do drzwi. Wzięłam głęboki oddech nie wiedząc czego mam się spodziewać po otworzeniu drewnianej powłoki. Mimo, że sama byłam na niego bardzo wkurzona to chyba nic w porównaniu do tego jak on był wkurwiony. Tylko czym do końca było spowodowana ta złość?
Gdy w końcu znalazłam w sobie trochę odwagi nacisnęłam na niewielką klamkę i zrobiłam niepewny krok do przodu. Zsunęłam z siebie schodzone już trampki i po cichu weszłam w głąb korytarzu, kierując się niepewnie do salonu.  Stanęłam jak wryta w progu patrząc jak Niall napełnia swój kieliszek palącą cieczą, która za chwilę ląduje w jego gardle. Podeszłam bardzo powoli w jego stronę, nie wiedząc do końca co chcę zrobić.
- P..pogadajmy... - Powiedziałam cicho patrząc jak jego szczęka zaciska się, gdy słyszy moje słowa.  - Chciałam dobrze. - Dokończyłam a mój głos schodził prawie do szeptu.
- Chciałaś dobrze a jak zawsze wyszło źle. Daj mi na razie kurwa spokój. - Rzucił zaraz po tym jak jego duża dłoń oplotła zimną butelkę i nalała kolejny kieliszek wódki. Jego słowa bolą.
- Niall. - Wymamrotałam spokojnie mimo, że w środku coś mną trząsało. To nie miało tak wyglądać. Ugh...
- Już wystarczająco dzisiaj zrobiłaś, idź na górę i daj mi ten jebany spokój. - Wycedził przez zęby.. Widziałam jak jego cierpliwość powoli dobiegała końca, moja niestety w tym momencie się skończyła. Nie pozwolę by ktoś mnie tak traktował, a tym bardziej mój chłopak.
- Co ja takiego zrobiłam?! Martwię się o swoją przyjaciółkę i chcę dla niej jak najlepiej?! - W jednym momencie wybuchłam, stając nad nim jak jakaś wyrocznia.  - A poza tym to kim ja dla Ciebie jestem, żebyś się tak do mnie odzywał?! - Kontynuowałam i impulsywnie złapałam za szklaną butelkę wynosząc ją do kuchni. Odkręciłam zakrętkę i powolnymi strumieniami wlewałam zawartość do zlewu.  Nie wiedziała chyba co tak naprawdę robię, nie myślałam racjonalnie. Nerwy przejęły wtedy nade mną kontrolę. Jedyne czego mogłam być pewna to to, że pogarszam i tak już beznadziejną sytuacje.
 - Co ty odpierdalasz?! - Usłyszałam donośny głos i ciężkie kroki.
- A nie widać? - Rzuciłam nerwowo a on uderzył zaciśniętą ręką o blat, na co się wzdrygnęłam.
- Zachowujesz się kurwa jak małe dziecko. - Wysyczał, pocierając lekko bolącą dłoń.
- No to jest nas dwojga. - Fuknęłam. Teraz tak zawsze będzie? Nasz wspólny czas będzie poświęcony głównie kłótnią i sprzeczką? Bo jak tak to zajebiście.
- Czy ty chociaż raz nie możesz mnie posłuchać?! Mówiłem Ci, że to kurwa załatwię a Ty tymczasem rzucasz się z łapami na Harrego a po kolejnej kłótni, gdzie dałem Ci stanowczo do zrozumienia, że nigdzie ze mną nie idziesz załatwiłaś sobie Ritę jako darmową podwózkę i pojechałaś z nią do ich domu!! - Wytykał mi wszystko po kolei, a ja wiedziałam, że niestety po części miał rację. Mimo to nie ma szans, że mu ją przyznam.
- Sam nie jesteś idealny!  - Starałam się bronić. Zbliżył się do mnie na tyle, że chciałam zrobić krok w tył, jednak uniemożliwiał mi to blat.
- Przynajmniej jestem odpowiedzialny i nie proszę się o nieszczęście, jak ty. - Powiedział każde słowo po kolei a ja miałam ochotę go wyśmiać.
- Odpowiedzialny? Chyba ze mnie kpisz. No tak, bo to ja dzisiaj jechałam z zawrotną prędkością tak, że o mało nie spowodowałam wypadku. Masz w pełni racje. Jesteś odpowiedzialny i nie prosisz się o żadne nieszczęście. - Stwierdziłam sarkastycznie.
- Byłem i nadal jestem wkurwiony. - Rzucił w moją stronę  na ironicznie się zaśmiałam.
- To nie jest żadne wyjaśnienie Niall. - Prychnęłam, czując jak coraz mocniej napieram na blat, starając się zachować jak największy dystans między nami. - Próbujesz mnie sobie podporządkować i wychować jak małe dziecko. Dobrze wiesz, że Ci to nie wyjdzie. W tym związku mamy takie same prawa. - Mówiłam przymrużając oczy. Dobrze wiedziałam, że moje słowa mu się nie podobały, ale taka była prawda.
- Nie musiałbym Cię "wychować", gdybyś chodź trochę mnie słuchała, a nie zachowywała się jak wszechwiedząca!
- Wcale się tak nie zachowuję! Jedyne co potrafisz to wytykać mi moje błędy, a sam nie patrzysz na siebie. - Czułam jak małe łzy zaczynają gromadzić się w moich powiekach. Musiałam je zatrzymać, ale z każdym jego wypowiedzianym słowem czułam się coraz gorzej.
- Patrzę na siebie i to jeszcze bardziej niż Tobie się Rose wydaje. Nawet nie wiesz jaki byłem kiedyś! - Krzyknął opierając się dłońmi o stojące szafki.
- Masz racje nie wiem jaki byłeś kiedyś, ale widzę jaki jesteś teraz! - Stwierdziłam pewnie, patrząc mu prosto w oczy. Muszę przyznać, że w tym momencie nie jest to najłatwiejsza czynność szczególnie, że mają najgorszy odcień niebieskiego, jaki dotąd u niego widziałam.
- No proszę jaki jestem? - Zapytał a w jego głosie słyszałam narastającą irytacje.
- Przede wszystkim zaborczy.  - Odpowiedziałam szybciej niż w miałam zamiarze.
Na siłę próbowałam ściągnąć jego opierające się ręce tak bym mogła przejść, ale jak zwykle mi nie ustąpił tylko tępo wpatrywał się moją twarz. To chyba jeszcze nie koniec.
-  W porównaniu chociażby do Harrego nie jestem w ogóle zaborczy.
- Jak możesz porównywać się do tego idioty?!  - Zaplotłam ręce na wysokości swoich piersi. Moje brwi były mocno  ściągnięte, przez co wyglądałam na pewno jak
- Rose. - Ostrzegł mnie Niall. Miałam wrażenie, że powoli zaczyna się uspokajać, w przeciwieństwie do
mnie.
- Co? Nienawidzę go!. - Stwierdziłam stanowczo, mimo, że blondyn dobrze już to wiedział.
- Ale to jest mój przyjaciel czy Ci się to podoba czy nie!. - Podniósł głos a ja miałam mu ochotę przywalić.
- Puść mnie nie chcę już z Tobą gadać.  Dam Ci ten jebany spokój jak tak bardzo go chcesz. A jak Ci przejdzie to na spokojnie pogadamy.  - Wysyczałam w jego stronę, próbując wydostać się z pomiędzy blatu a jego rąk.
- Jak mi przejdzie? To ty masz jakieś humorki i nie umiesz chociaż raz mnie posłuchać. Gdybyś dzisiaj została w tym domu jak Cię prosiłem to by teraz tego nie było!
- Puść mnie. - Powtórzyłam drugi raz. Nie miałam już ochoty by dalej brnąć w tę bezsensowną dyskusje.
-Nie.  - Urwał szybko.
- Jeszcze 15 minut temu to ty nie chciałeś gadać, tylko wolałeś napić się wódki. Puść mnie Niall ! - Krzyknęłam mając nadzieję, że zadziała i zadziałało. Odsunął się na tyle bym mogła przejść.
               Założyłam na nowo swoje białe trampki i biorąc jakiś sweter wyszłam bez żadnego słowa z domu. Nawet nie wiem gdzie miałam zamiar iść. Potrzebowałam dać jak największy upust swoim emocją i myślą. Wszystko zawsze wychodzi nie tak jak powinno i kończy się jedną wielką kłótnią. Każde pary tak mają, że sprzeczki są u nich częściej niż spokój, czy tylko my jesteśmy jakimiś odmieńcami? Powoli miałam dość i czułam się coraz bardziej zmęczona i przytłoczona tym wszystkim. Nie mam porównania jak bardzo się zmienił, bo nie znałam go wcześniej, ale jeżeli teraz mi wmawiał, że nie jest zaborczy to chyba nie chciałam wiedzieć jaki był kiedyś.
Moje nogi prowadziły mnie mimowolnie przed siebie, przyspieszając miarowo tempo, co zamieniło się powoli w trucht. Po chwili skręciłam w jakąś ulicę, gdzie panowała cisza i zupełna pustka. Pasowało mi to.
Czułam jak moje myśli powoli ze mnie ulatywały, gdy biegłam wzdłuż ulicy. Cudowne uczucie wycieńczenia zawładnęło moim ciałem, gdy nogi pracowały coraz szybciej, a oddech stał się nieregularny. Gdy nie mogłam nabierać już swobodnych oddechów zatrzymałam się na środku jezdni, napełniając tym spragnione płuca. Moje ciało cieszyło się chwilą przerwy. Potrząsnęłam lekko głową i rozejrzałam się dookoła, starając się domyśleć gdzie jestem. Żeby nie wracać po ciemku szybko na pięcie odwróciłam się i zmusiłam swoje nogi do ponownego biegu. Starałam się wracać tymi samymi ulicami co wcześniej udało mi się zapamiętać. Trochę i ulżyło, gdy znalazłam się w znajomym mi już miejscu. Mimo, że po moim czole leciały drobne kropelki potu, to czułam się bardzo czysta umysłowo, z czego byłam bardzo zadowolona. Jedno jest pewne będę biegać tak częściej.
Wykończona dotarłam z powrotem do domu. Byłam bardzo spragniona, ale od razu po tym jak się zatrzymałam zaczęło mnie mdlić. Ledwo co udawało mi się oddychać, ale wiedziałam co to oznacza. Jak opętana wleciałam do domu i prosto skierowałam się do kibla. Uniosłam szybko deskę i za chwilę wszystko co było w moim brzuchu znalazło się w toalecie. Ugh... Spojrzała w lustro, by  tylko przekonać się, że byłam cała czerwona i spocona. Nie wychodząc już więcej z łazienki.. z rzuciłam z siebie ubrania i weszłam do kabiny prysznicowej. Nastawiłam kurek na gorącą wodę i skierowałam na siebie. Oddech powoli zaczął mi się wyrównywać Po szybkim prysznicu udałam się jeszcze tylko po szklankę wody. Widziałam jak Niall usunął na kanapie, ale nie miałam zamiaru go budzić. Sama poszłam do naszej sypialnie, gdzie rzuciłam się na łóżko. Byłam zadowolona, że ten dzień w końcu dobiegł końca. Mam nadzieję, że jutro uda mi się pogadać z na spokojnie...
_______________________________________________________________________
Witajcie skarby <3
Rozdział 45 za nami. Chciałam Wam powiedzieć, że ja w zasadzie mam już wakacje. Wszystkie egzaminy, poprawy za mną, więc mam już o wiele więcej czasu dla siebie i przede wszystkim dla Was.
Rozdział kosztował mnie wiele energii i nie jest do końca sprawdzony. Miał być też trochę dłuższy, ale ze względu na to, że chciałam dodać go wcześniej to nie jest :C
Dziękuję Wam bardzo za komentarze pod poprzednim rozdziałem i dziękuję, że o mnie nie zapomnieliście i o historii jaką dla Was piszę. Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem, też tak będzie.
Coś czuję, że niedługo będę kończyć sezon :D , ale to się dopiero okażę.
Do następnego <3

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 44


Wiem, że mało osób czyta notatki, więc w drodze wyjątku ta jedna pojawi się w tym miejscu a ja mam cichą nadzieję, że nieco więcej osób ją przeczyta.
Przepraszam za tak długą nieobecność, ale mam bardzo ciężki okres w życiu. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to. Starałam się jak mogłam żeby ten rozdział wyszedł najlepiej, ale nie wiem. Bardzo mi na was zależy a ten rozdział dokończyłam dzisiaj tylko dlatego, że miałam dzisiaj a w zasadzie już wczoraj urodziny C:
Proszę Was zostawcie pod tym rozdziałem komentarze, bo chcę się zorientować ile osób jeszcze czyta tego FF
Kocham Was i jeszcze raz przepraszam.  (trzymajcie kciuki, dzisiaj mam egzamin w muzyku :C <3 ) 




Stałam oszołomiona wpatrując się w dwie osoby, które tak zażyle zatracały się w swoich uściskach. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, widok ich dwójki był ostatnią rzeczą o jaką bym podejrzewała Kate. Coraz bardziej bolał mnie fakt, że aż tak upadała.
-Nie wierzę.. -Wydusiłam z obrzydzeniem któryś już raz z kolei. Niall tylko lekko potaknął głową, wiem że dla niego też to był lekki szok. Dla nikogo chyba nie było tajemnicą jak Harry traktował dziewczyny. Jego opinia na ten temat nie była najlepsza.
-Niall…proszę zróbmy coś. – Powiedziała niemal błagalnym tonem spoglądając przez chwilę na chłopaka.
-Ale co my możemy zrobić? – Wyrzucił nerwowo ręce w powietrze w geście zupełnej bezradności.
-Niall.. Musimy coś zrobić. – Zaoponowałam łapiąc go za rękę. Impulsywnie podniosłam się z miejsca robiąc przy tym trochę niepotrzebnego hałasu, który spowodował, że głowa Harrego gwałtownie odwróciła się w naszą stronę i napotkała moje pełne nienawiści oczy. Prychnęłam po cichu i przymrużyłam swojego powieki, gdy patrzyłam jak oplata z tyłu ręką Kate i prowadzi ją w przeciwnym kierunku do nas. Jego ironiczny uśmieszek, spowodował, że miałam ochotę jak najszybciej znaleźć się tam koło nich i zabrać moją przyjaciółkę jak najdalej od niego, ale miałam dziwne przeczucie, że i tak by mnie nie posłuchała. Szybkim krokiem zaczęli oddalać się coraz bardziej od  nas a ja nadal stałam tak bardzo oszołomiona.
-Nie ma sensu…- Powiedział swoim ochrypniętym głosem, usadawiając mnie sobie siłą na kolanach.
-Ma sens! - Krzyknęłam zdesperowana i wyrwałam mu się z kolan. Zaczęłam szybko biec, nie myśląc nawet o tym co mam zamiar zrobić. Cały ten mętlik w głowie powodował, że nie myślałam racjonalnie.
Gdy zobaczyłam złączone dłonie Kate i Harrego mocno złapałam ją za drugą rękę, przez co zdziwiona straciła lekko równowagę i pochyliła się trochę do tyłu. Stanęłam  zdyszana przed nią patrząc się jej prosto w oczy. Nie wiem dlaczego, ale było to znacznie trudniejsze niż kiedyś. Przeniosłam szybko wzrok na Harrego, który ewidentnie był już na mnie wkurwiony, ale w tym momencie najmniej mnie to obchodziło.
- Odpierdol się w końcu od niej. - Warknął zielonooki, mocniej ściskając jej dłoń, przez co dziewczyna lekko jęknęła.
-Puść ją. - Przybliżałam się w jego stronę, starając się mówić najgroźniej jak potrafiłam. Zaśmiał się pod nosem, przez co mocno zacisnęłam swoje pięści. Za chwilę poczułam obecność Nialla, który dla uspokojenia pocierał lekko pięścią moje plecy.
-Puść ją kurwa. - Wycedziłam przez zęby, przez szatyn lekko poluźnił swój uścisk. Niall instynktownie stanął przed moim ciałem, co zbytnio mi się nie spodobało. Moje poczucie bezpieczeństwa od razu wskoczyło na wyższy poziom/
-Niall kurwa trzymaj swoją dziewczynę krótko, bo jak nie to z chęcią Ci w tym niedługo pomogę. - Zwrócił się mało kulturalnie.
- Spróbuj się tylko do niej zbliżyć a przysięgam, że pożałujesz. - Odparł Niall i pociągnął mnie do tyłu, zostawiając już Kate i Harrego. Spojrzałam się na nich ostatni raz, za nim blondyn przywarł mnie gwałtownie do ściany.
- Rose co ty odpierdalasz? Mówiłem Ci kiedyś, że z nim pogadam a ty co ?! Sama się prosisz o nieszczęście. - Zaczął krzyczeć wzbudzając tym zainteresowanie przechodni. Wbijałam uparcie swój wzrok w sufit, byleby uniknąć jego chłodnego i wściekłego spojrzenia.
- Nie mogę patrzeć na to jak Kate się zachowuje. - Starałam wytłumaczyć mu moje mało odpowiedzialne zachowanie.
- Zrozum ona nie jest już tę samą osobą co kiedyś! - Starał się mi przemówić do rozsądku, ale jego słowa w ogóle do mnie nie docierały. Ja nawet nie chciałam, żeby one do mnie dotarły.
-Ale… - Zaczęłam jękliwie starając się jakoś bronić, ale nie wiedziała, jak. Stawałam się coraz bardziej bezsilna.
-Rose, jedyne co teraz mogę zrobić to z nim pogadać, ale on i tak pewnie zrobi co będzie chciał. Wiesz jaki on jest.. – Przerwał mi i pocałował mnie delikatnie w policzek…
-Jest chujem…- Wymamrotałam bardziej do siebie, ale mina mojego chłopaka świadczyła o tym, że też to usłyszał. Wymusiłam lekki uśmiech i posłałam w jego stronę


***

-Rose zostajesz w domu. – Powiedział stanowczo, gdy sprzeciwiłam się mu po raz kolejny. Atmosfera po wcześniejszym incydencie wydawała się jeszcze nie do końca uspokoić,
-Też chcę tam iść! Spotkam się z Ritą i innymi. – Stawiałam na swoim, ale on wydawał się być nieugięty.
- I przy okazji naskoczysz na Harrego tak jak prawie dzisiaj to zrobiłaś.– Dokończył a ja parsknęłam pod nosem.
-Nawet jeśli to co!? – Stwierdziłam oburzona.
-To to, że ja w przeciwieństwie do Ciebie pogadam z nim na spokojnie i mnie wysłucha prędzej niż Ciebie. – Mówił coraz głośniej tracąc coraz więcej cierpliwości. Miał racje, ale nie miałam zamiaru odpuścić.
- Niall kurwa czy ty nie rozumiesz, ze tu też chodzi o moją przyjaciółkę. Ona może tam być!  – Krzyknęłam a on zacisnął mocno swoją szczękę, dzięki czemu stała się bardzo dobrze widoczna.
-Rose..- Ostrzegł mnie
-Co?!
–Zostań w tym jebanym domu i mnie już nie wkurwiać. – Wycedził przez zaciśnięte zęby a ja zbeształam go wzrokiem. Zaplotłam ręce na wysokości piersi głęboko oddychałam.  Postanowiłam odpuścić i odwróciłam się tyłem idąc w stronę tarasu. Odliczałam w myślach do dziesięciu, ale na mało zdawało się to pomóc. Usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami co oznaczało, że wyszedł już z domu. Oparłam się o barierkę i rozmyślałam o wszystkim co spotkało mnie przez te prawie pięć miesiące. Nawet nie wiem kiedy ten czas minął. Nigdy nie zapomnę moje pierwszego spotkania z Niallem, który wtedy wydawał się być dla mnie przypadkiem a nie zaplanowanym zakładem. Ugh…
Potrząsnęłam głową na nieprzyjemne wspomnienia i pomasowałam lekko skronie. Odwróciłam lekko głową za siebie patrząc na mój wymarzony dom i zadałam sobie jedno pytanie. Co będzie kiedy to wszystko stracę? Była tylko jedna odpowiedź jaka nasuwała i się na myśl. Ja po prostu nie mogę tego stracić.

*** Niall ***

Spojrzałem ostatni raz na Rose, która obrażona wyszła na taras zanim trzasnąłem mocno drzwiami wejściowymi i nerwowym krokiem podszedłem do auta. Wszedłem niezgrabnie na skórzany fotel i nerwowo odpaliłem silnik a po chwili odjechałem z piskiem opon. Coraz mocniej, nieświadomie naciskałem na pedał gazu, dopóki nie zorientowałem się co tak naprawdę robię.
Jej bardzo dziecinne i nieodpowiedzialne zachowanie kiedyś spowoduje, że coś złego ją kurwa spotka a mnie doprowadzi przy okazji do szału. Ugh.. Coraz bardziej czuję, że muszę zacząć pilnować ją na każdym kroku, przynajmniej dopóki nie zacznie myśleć nad tym co robi.
Staram się zrozumieć to, że martwi się o Kate tym bardziej, że teraz spotyka się z Harrym no, ale kurwa niech zrozumie to, że ja też się o nią boje. Nigdy w życiu nie spotkałem jeszcze takiej dziewczyny jaką jest Rose, więc pewnie mogę stwierdzić, że jest pierwszą dziewczyną na jakiej mi tak naprawdę zależy.
Gdy w końcu podjechałem pod znajomy mi budynek obok, którego rósł las gwałtownie zahamowałem samochód. Wyjąłem niewielkie kluczyki ze stacyjki i ruszyłem w stronę drzwi. Mocno nacisnąłem na klamkę, która ku mojemu zdziwieniu nie uległa mi, przez co zapukałem w drzwi. Gdy moja cierpliwość powoli się kończyła  a ja robiłem znowu wkurwiony, usłyszałem jak ktoś podchodzi do drzwi i za chwilę zostają one one uchylone.
-Cześć Haley. - Rzuciłem przyjaźnie w stronę blondynki, która niepewnie stała przed drzwiami.
- Hej.  - Odparła posmutniała i niechętnie wskazała ręką bym wszedł. Posłałem jej pytające spojrzenie zanim przekroczyłem próg domu. Poszedłem powoli do salonu i usadowiłem się wygodnie na  kanapie wyciągając nogi przed siebie.
-Jest może Harry? - Spytałem, na co dziewczyna pokiwała przecząco głową i zajęła miejsce obok mnie na fotelu.
-Po co Ci on? - Spojrzała się na mnie oczekując odpowiedzi.
-Ugh... Muszę z nim pogadać. - Stwierdziłem jednoznacznie na co lekko kiwnęła głową.
-Niedługo powinien być. - Dodała po cichu a ja podniosłem się lekko po pilot od telewizora za moment go włączając. Starałem skupić swoją uwagę na jakimś kanale, który obecnie leciał rzucając co chwilę okiem na Haley, która przygnębiona siedziała tępo wpatrując się w swoje dłonie.
- Co jest?  - Spojrzałem się na nią dwoma palcami unosząc jej brodę. Niestety zamiast usłyszeć jej odpowiedź słyszałem stłumione głosy dobiegające z telewizji.
-Haley. - Powtórzyłem, starając zachęcić ją do odpowiedzi.
- Niall....proszę Cię.. Nic mi nie jest. - Powiedziała po cichu.
- Dziewczyno przecież widzę, że coś Ci jest. - Oznajmiłem stanowczo , na co na chwilę podniosła swoje przepełnione smutkiem oczy.
- Komu jak komu, ale Ty chyba powinnaś wiedzieć, że mi możesz się wyżalić. - Tłumaczyłem powoli, ale ona tylko patrzyła. Nic nie mówiąc. Za chwilę w domu rozległ się znany rumor i zanim zdążyłem się obejrzeć Haley już przy mnie nie było, natomiast w drzwiach pojawiła się wysoka sylwetka Harrego. Podszedłem w jego kierunku podając jak zazwyczaj dłoń. Cieszyłem się, że był sam, oznaczało to, że nikt nie będzie nam przeszkadzać.
- Możemy chwile pogadać. Wiem, że masz już nas dość na dzisiaj, ale.... - Zacząłem stanowczo, na co odetchnął głęboko i wskazał ręką na pomieszczenie, w którym przed chwilą znajdowałem się z Haley. Oboje zajęliśmy miejsce na zielonkawej kanapie.
-Mów co chcesz. - Powiedział powoli spoglądając na mnie.
- Wiesz, że nie chcę się wtrącać w Twoje życie.
- Powiedz kurwa po prostu o co Ci chodzi. - Rzucił podirytowanie, przeczesując ręką swoje bujne loki.
- O Kate. - Odparłem, na co chłopak widocznie wyprostował swoje plecy.
- Niall...Jeszcze ty? Dzisiaj Twoja dziewczyna wystarczająco mnie wkurwiła. - Odparł ze złością i wstał ze swojego miejsca. Nie ma szans, że odpuszczę. Wzrokiem śledziłem jak idzie do kuchni i nalewa sobie szklankę wody a następnie łapczywie ją pije.
- Rose się bardzo o nią martwi. Zrozum to jest jej przyjaciółka. - Starałem się z jak największym spokojem dobierać słowa, tal by nie rozpętać kłótni.
- Po pierwsze niech się martwi a po drugie to BYŁA jej przyjaciółka. - Wywróciłem oczami, gdy stanowczo podkreślił wyraz "była".  - Kate mi trochę opowiadała. - Dokończył.
-Harry dobrze wiem, że ty jej nie kochasz!
- Gówno wiesz Niall.
- Przestań, zawsze Ci kurwa chodziło tylko o seks, więc nie wtykaj mi teraz, że ją kochasz.  - Powiedziałem i przybliżyłem się trochę w jego stronę.
- Dużo się pozmieniało odkąd tylko zajmujesz się tylko swoją laską.  - Stwierdził wzruszając ramionami.
- Dobie też kiedyś chodziło tylko o seks a teraz kochasz Rose prawda? - Kontynuował na co lekko przytaknąłem głową.
- Ja też się potrafię zmienić. - Dodał na co odetchnąłem.
Trochę trudno mi jest uwierzyć w tę wielką przemianę Harrego, ale ma racje ja też kiedyś byłem jak on. Też zależało mi tylko na jednym, dopóki nie poznałem Rose. Ta dziewczyna zupełnie zmieniła mnie i moje życie. Nawet jeśli, nasz start nie był zbyt dobry to wiem, że jest najwspanialszą rzeczą jaką mnie dotąd spotkała.
- Dobra Harry, nie mam zamiaru się kłócić i drążyć tego tematu, bo jesteśmy przyjaciółmi. Załóżmy, że Ci wierzę, ale jeżeli dowiem się, że uderzyłeś tę dziewczynę jak poprzednie czy cokolwiek jej zrobiłeś to przysięgam, że wtedy Ci nie podaruję. - Postawiłem sprawę jasno  na co fuknął pod nosem i lekko przytaknął głową.
- Przestań już Niall pierdolić i chodź normalnie pogadać.

*** Rita***
 Przechodziłam kolejno wszystkie sklepy, szukając jakieś sukienki na imprezy. Miałam już ich masę i każdy marudził, że mam  ich wystarczająco, ale ja nie umiem się powstrzymać i zawsze jakieś kupowałam. Niestety nie tym razem. Chodzę już od paru dobrych godzin po centrum i nic. Każda kiecka wydaje się być podobna do tych co już mam. Nic nadzwyczajnego. Czułam się trochę zawiedziona no, ale co mogę poradzić.
Zmęczona chodzeniem usiadłam na niewielkiej ławeczce szperając w telefonie. Przelotnie spojrzałam na zegarek, upewniając się, że nie spóźnię się do fryzjera, którego miałam umówionego za 30 minut. Leniwie podniosłam się z miejsca, gdy jakiś koleś zajął koło mnie miejsce i zaczął się do mnie zbliżać, co nie podobało mi się.

  Po dłuższej chwili zmarnowana kierowałam się do wyjścia, wychodząc na świeże powietrze. Pogoda znacznie się poprawiła z czego byłam zadowolona.
Powoli zmierzałam w stronę zakładu fryzjerskiego, do którego najczęściej chodzę. Za około 20 minut byłam na miejscu. Ku mojemu szczęściu nie było żadnej kolejki, więc praktycznie od razu usiadłam na fotelu. Wytłumaczyłam fryzjerce, jakie są moje oczekiwania i za chwilę wysoka blondynkę wzięła się do pracy. Spoglądałam co chwilę na wielkie lustro, które ciągnęło się praktycznie przez całą ścianę. W ogóle cały wystrój tego małego zakładu bardzo mi się podobał, bo był urządzony bardzo prosto i w dodatku w bieli i czerni a małe i niewinne dodatki dodawały tylko uroku.
Zanim się spostrzegłam, fryzjerka skończyła swoją pracę a ja musiałam zapłacić jej należne. Stanęłam na proste noce, patrząc na świetny na efekt. Przeczesałam dłonią świeżo zrobione włosy i wręczyłam kobiecie pieniądze. Rzuciłam jeszcze szybkie "do widzenia"  i wyszłam. Gdy poczułam lekkie wibracje, dobiegające z mojej torby, pospiesznie zaczęłam szukać mojej komórki. W ostatnim momencie odebrałam połączenie od Rose.
-Hej skarbie co tam? - Zaczęłam radośnie.
- Hej, Rita. Mogłabym was może dzisiaj odwiedzić. - Zapytała niepewnie na co lekko się zaśmiałam
- Jasne, nie mam problemu. Właśnie wychodzę od fryzjera. Mam po Ciebie przyjechać prawda?
- Jakbyś mogła. - Przyznała po cichu.
-Niedługo po Ciebie będę. - Dodałam i z powrotem wrzuciłam telefon do torby.
Zmierzałam na parking pod centrum handlowe, gdzie wcześniej zostawiłam samochód. Rozglądałam się przy okazji dookoła patrząc na wszystkich ludzi. Niektórzy jak zwykle zabiegani, inni zakochani. Norma.
Po krótkim czasie dotarłam do miejsce i wsiadłam do auta. Duże korki powodowały, że podróż bardzo się ciągnęła i miałam już jej serdecznie dość, dlatego postanowiłam włączyć radio. Kręciłam regulatorem tak aby nastawić na najgłośniej jak się dało. Mocne basy, które szybko wpadły mi w ucho spowodowały, że zaczęłam wbijać regularny rytm na swoim kolanie. W lepszej atmosferze o wiele
przyjemniej dojechałam pod wille Rose i Nialla, która już na mnie czekała. Jej śliczne ciemne włosy były spięte w ciasnego kucyka na czubku głowy, w czym było jej naprawdę dobrze
-Sorry, że tak długo. Korki... - Uśmiechnęłam się szczerze.
-Spoko. - Odparła, a jej dłoń natychmiast powędrowała do radia, wyłączając je. Zaśmiałam się lekko pod nosem, ale nic nie powiedziałam.
Po paru minutach jazdy w aucie zaczęła panować niezręczna cisza, więc zaczęłam się zastanawiać dlaczego Rose tak bardzo chciała się spotkać, ale nie zapytałam. Postanowiłam poczekać aż dojedziemy do domu. Może wtedy nabierze odwagi.
               Co jakiś czas zerkałam na dziewczynę, która nieruchomo siedziała w miejscu, patrząc tylko z niecierpliwością, gdy zobaczy znaną jej drogę prowadzącą do małego domku, w którym mieszkałam. Niema od razu ja wyjęłam kluczyki ze stacyjki wysoka sylwetka dziewczyny jak oparzona opuściła auto i ruszyła szybko do drzwi.
- Rose co Ci jest? - Spytałam po chwili, gdy do niej doszłam.
- A  co ma się dziać. - Stwierdziła jakby było to coś oczywistego, ale ja wiedziałam, że o coś tu chodzi. Mruknęłam pod nosem ciche "ok" i otworzyłam drzwi.
Gdy przekroczyłam próg od razu dobiegł mnie donośny śmiech Nialla. Z chwili na chwilę czułam się coraz bardziej zmieszana, przez co posłałam  Rose pytające spojrzenia, które zignorowała. Patrzyłam jak dziewczyna szła w kierunku odgłosów, które dobiegały z salonu. Coś tu jest nie tak.


*** Rose ****
               W miarę cicho wkroczyłam do salonu, gdzie Niall z Harrym śmiali się w najlepsze. Myślałam, że szlag jasny mnie trafi. Miał tu przyjść i pogadać a tymczasem?
- I jak Ci idzie rozmowa? - Zapytałam na tyle głośno, żeby mogli mnie usłyszeć. Jego głowa momentalnie odwróciła się w moją strona. Już czułam, że jest wściekły.
- Mówiłem Ci, żebyś został w domu.  - Powiedział zirytowany, podnosząc się w moją stronę. Będzie ciekawie...
- Niall kurwa zrób z nią coś, bo na sam widok chcę mnie rozpierdolić -  Odezwał się Harry. I to był ten moment, w którym nie wytrzymałam i rzuciłam się na niego. Nie obchodziło mnie to, że był o stokroć silniejszy. Po prostu miałam go już tak bardzo serdecznie dość, że nie mogłam.
-Ała! - Krzyknęłam najgłośniej jak mogłam, gdy złapał mnie za nadgarstki i mocno je ściskał.
Mocne dłonie blondyna, które za chwilę znalazły się na mojej talii odciągały mnie od ciała wysokiego chłopaka z bujną czupryną. W końcu zostałam przewieszona przez jego plecy. Kątem oka zdołałam jeszcze jedynie uchwycić zdziwioną minę Rose, która jak wryta stała w progu pokoju i z niedowierzaniem
przyglądała się całej sytuacji. Będę musiała jej to wytłumaczyć. /
- Niall puść.!  - Wrzasnęłam na niego kopiąc go. Moje słowa na niewiele się zdały bo w takiej samej pozycji zostałam wyniesiona z domu i dopiera położona w aucie. Trzasnął drzwiami zanim obszedł samochód i zajął swoje miejsce. Jego mina mówiła sama za siebie. Ręce mocno były obwinięte wokół kierownicy tak, że jego knykcie znacznie pobielały. W dodatku cały czas mocno przegryzał wargę chyba tylko po to by nie wydrzeć się na mnie.
- Niall... - Zaczęłam po cichu.
- Zamknij się. - Przerwał mi a ja poczułam  dziwne ukłucie w sercu...

piątek, 16 maja 2014

Przepraszam!

Moi kochani ze względu na to, że dzisiaj o 3:00 wyjeżdżam na Wycieczkę 7-dniową, nie zdążyłam napisać rozdziału. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie jakoś bardzo źli, ale nawet jeżeli tak- to w zupełności to rozumiem.
Przepraszam, że zawodzę, ale uwierzcie, że staram się jak mogę.
Kocham Was <3 Wasza Agata..

niedziela, 4 maja 2014

Dziękuję!

Moi kochani!

Chciałam Wam ogromnie za 100.000 tyś. wyświetleń! Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy i jak mi się buzia cały czas cieszy, bo nigdy nie sądziła, że po mimo tego jak piszę i tych wszystkich niedociągnięć, błędów i tp. będzie chcieli to czytać, komentować i nadal być ze mną.
Taka prawda, że to wy razem ze mną tworzycie to opowiadanie i gdyby nie wasze wsparcie dawno dałabym sobie z tym spokój. Teraz wiem, że bez względu na wszystko skończę to opowiadanie <3
Jeszcze raz Wam ogromnie dziękuję i kocham Was <3
(Rozdział 43 pod spodem :) )

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 43


Rozdział chciałabym zadedykować Jagodzie Dąbrowskiej, która pomimo tego, że mnie nie zna bardzo często ze mną piszę. Dziękuję Ci bardzo za te wszystkie słowa otuchy ! <3 

              -Rose na pewno wszystko w porządku? – Powtórnie usłyszałam zachrypnięty głos Nialla, który próbował się dobić do łazienki.
-Tak…tylko boli mi głowa. Wezmę prysznic i zaraz przyjdę. – Odpowiedziałam uspakajając tym chłopaka. Gdy stukanie ustało, powoli zdjęłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Pulsujący ból głowy z każdą chwilą robił się coraz bardziej nie do wytrzymania, więc miałam cichą nadzieję, ze chociaż po prysznicu poczuje się trochę lepiej.
Przekręciłam kurek na gorący strumień wody i za moment skierowałam słuchawkę prysznicową na moje ciało. Duże krople zdawały się łagodzić moje spięte mięśnie, ale nie ból . Sięgnęłam po niewielką buteleczkę z szamponem i wmasowałam go powoli we włosy i skórę potem wszystko dokładnie spłukałam i wyszłam spod prysznicu. Jednym ręcznikiem owinęłam swoją smukła sylwetkę, natomiast drugim włosy. W takim stanie opuściłam zaparowane pomieszczenie i poszłam do sypialni, gdzie zetknęłam się z pełnymi błękitnymi tęczówkami blondyna.
-Jak się czujesz? – Spytał a ja posłałam mu nijakie spojrzenie.
-Tak jak widać. – Odpowiedziałam zmarnowana i wyminęłam chłopaka, który wyciągnął do mnie swoje dłonie.
-Niall..Czy my wczoraj..no wiesz…- Zaczęłam zmieszana a on opuścił swoją głowę i zaczął pocierać kciukiem swoją wargę. Mimo, że praktycznie byłam pewna odpowiedzi to musiałam się spytać.
-Uprawialiśmy seks? – Dokończył za mnie. Na moje policzki wkradł się głęboki rumieniec.
-Tak. – Przyznałam zażenowana.
-Nie musisz się wstydzić. – Stwierdził głęboko wzdychając.
-Tylko, że ja nic nie pamiętam. – Powiedziałam przegryzając lekko swoją wargę. Wiedziałam, że robię się coraz bardziej czerwona z  zażenowania.
-Coś czuję, że przez dłuższy czas nie sięgniesz po tak dużą ilość alkoholu. – Zaśmiał się na co zbeształam go wzrokiem. Podeszłam do szafy i wyjęłam luźną bluzkę i dresy.
-Wychodzisz gdzieś dzisiaj? – Spytałam.
-Do pracy. – Odpowiedział ze smutkiem a ja poklepałam go po plecach.
-Ostatnio tyle razem czasu spędzamy, że aż zapomniałam ze pracujesz. – Powiedziałam uśmiechając się do niego i wyszłam do łazienki założyć ubrania. Zrobiłam lekki makijaż, żeby nie wyglądać jak ostatnie nieszczęście i poszłam do kuchni, gdzie Anabell kładła posiłki na stół.
-Niall! – Zawołałam chłopaka z góry, by zszedł  na śniadanie. Za chwilę wspólnie zajęliśmy miejsca. Na naszych talerzach były cudownie przyrządzone omlety, które rozbrajały wręcz moje kubki smakowe.
-Boże jakie pyszne. – Odezwałam się, gdy przełknęłam pierwszy kęs.
-Anabell cudownie gotuje. – Przyznał Niall na co przytaknęła. Może mogłaby mnie czegoś nauczyć? Najlepszą kucharką nigdy nie będę, ale nowa umiejętność zawsze może się przydać.
-A ty gdzieś wychodzisz? – Spytał powoli.
- Nie wiem. Myślałam, żeby się z Kate spotkać. Dawno jej nie widziałam. – Odpowiedziałam lekko się uśmiechając.
-Rose może lepiej nie spotykaj się Kate. Oboje wiemy jak ona się bardzo zmienia. To nie jest dobre towarzystwo dla Ciebie. – Zaczął mnie pouczać.
-Chyba sobie żartujesz.
-Nie.
-Nie ma szans. To nadal jest moja przyjaciółka! – Zaoponowałam zirytowana dając mu tym do zrozumienia, że i tak się z nią spotkam.
-Czy dobra przyjaciółka pozwoliłaby Ci się naćpać?! – Wywróciłam oczami na dawne wspomnienia.
-Tylko raz! – Stwierdziłam a on momentalnie się spiął tak, że mogłam dostrzec niektóre żyły, które uformowały się na jego szyi.
- I o raz za dużo.  – Powiedział i wstał od stołu.
-Niall…proszę Cię. – Stanęłam przed nim i oplotłam go w pasie.
-Rose…ja się po prostu o Ciebie martwię. – Pocałował mnie w czoła i dość niechętnie odwzajemnił uścisk.
-Wiem…nie wpakuję się już w żadne gówno obiecuję. – Zapewniłam go i wymusiłam na sobie najmniejszy uśmiech. Za chwilę się pożegnaliśmy a on wyszedł.
 Jak bardzo Kate się zmieniła to nadal jest moja przyjaciółka. Niall może i miał racje, że dobra przyjaciółka nie pozwoliłaby mi ćpać, ale to ja jej pozwoliłam się tak stoczyć. Nie było mnie przy niej długo. Mam nadzieje, że między nami może być tak jak kiedyś…Chociaż mam przeczucie, że ona już nigdy nie będzie taka jak trzy miesiące temu. Bardzo za nią tęsknie…

Ledwo co udało mi się namówić Kate, żeby tu przyszła. Po tonie jej głos jakim ze mną rozmawiała miałam od razu ochotę skończyć rozmowę, ale wiedziałam, że nie mogę. Wiem, że przychodzi tu tylko z litości, ale muszę z nią pogadać, zobaczyć. Nawet nie wiem kiedy na dobrą sprawę ją straciłam. To trochę boli, tym bardziej, że byłyśmy dla siebie jak siostry. Sms przesłałam jej dokładny adres gdzie mieszkam i oczekiwałam na jej przyjście . Powiedziała, że będzie niedługo,  więc mam nadzieję, że zdążę chociaż się przebrać. Powoli wstałam z kanapy i ruszyłam do sypialni . Wyjęłam czarne legginsy i różową bluzkę na krótki rękaw. Za chwilę wszystko na siebie założyłam a włosy związałam w kucyka na czubku głowy. Z powrotem zeszłam na dół do salonu i włączyłam telewizor dla zabicia czas. Wybijałam nieregularne rytmy na swoim kolanie czując, że powoli zaczynam się stresować.  Gdy usłyszałam dzwonek, który sygnalizował przybycie dziewczyny od razu zerwałam się z miejsca i pobiegłam do drzwi.  Nie wiedziałam co mam do końca myśleć, gdy patrzyłam jak pewnie siebie szła w moją stronę. Jej mina nie wyrażała kompletnie nic. Żadnego smutku, radości, po prostu nic. Jej nowy kolor włosów zbytnio mnie nie zdziwiło, bardziej przykuło moją uwagę jej kolczyk w brwi i bardzo mocny makijaż. Głęboko westchnęłam, gdy Kate przekroczyła próg domu i wymusiłam na sobie największy uśmiech . Szeroko otworzonymi oczami przelustrowała wnętrze domu.
-Hej. – Starałam zacząć się radośnie. Wyciągnęłam swoje ramiona by ją przytulić, ale uniknęła mojego uścisku i bąknęła ciche ‘’cześć’’.  Wskazałam ręką na salon, gdzie za chwilę Kate zajęła miejsce na fotelu wyciągając nogi do przodu. Odchrząknęłam wymownie i usiadłam naprzeciwko niej.
-Jak u Ciebie? Dawno się nie widziałyśmy. – Powiedziałam starając rozluźnić panującą atmosfere.
-Jakoś leci. – Odpowiedziała bez entuzjazmu. Czułam się coraz bardziej skrępowana. –Ładnie się urządziłaś.-Bąknęła rozglądając się dookoła.
-Dzięki…. Nadal jesteś z tym chłopakiem? – Zapytałam, ale ona tylko pokiwała przecząco głową. Nie ukrywam trochę się ucieszyłam.
-Tęsknie trochę za Tobą. – Przeszłam niemal od razu do sedna sprawy, ponieważ nie mogłam wytrzymać dłużej tej niepewności.  Spojrzała na mnie jak na głupią i zaśmiała się kpiąca nie wierząc w moje słowa.
-To Ty o mnie zapomniałaś. – Stwierdziła a ja dobrze wiedziałam, że ma racje. Spuściłam głowę do dołu patrząc się w swoje dłonie, które jeszcze nigdy nie wydawały się być tak interesujące.
-Wiem, dlatego chciałabym to naprawić. – Mówiłam, na co ona parsknęła.
-Wiesz jak się czułam, gdy tak nagle przestałaś dzwonić, pisać, odwiedzać mnie? – Wytykała mi po kolei a w jej głosie słyszałam złość.
-Poznałam chłopaka, który wpakował mnie w to całe gówno jakim są narkotyku, alkohol, imprezy. Myślisz, że ja nie widzę, że się zmieniłam? – Kontynuowała dalej a ja czułam jakby ktoś wbijał we mnie za każdym razem drobne szpileczki. Małe łzy zaczęły zbierać się w kącikach moich oczu. To bolało , bo ¾ winy leży po mojej stronie a w tym momencie nic nie mogę na to poradzić.
-Kate, naprawdę przepraszam. Ja nawet nie wiem kiedy tak zdążyłyśmy się tak od siebie oddalić. – Wyjąkałam lekko podnosząc głowę do góry. Spojrzałam niepewnie na swoją przyjaciółkę. Nie wiem co tym razem chciałam zobaczyć na jej twarzy. Może tak jak u mnie łzy i smutek? Może to byłby znak, że choć trochę jeszcze jej zależy, ale dalej nic.
-Wiesz to ja Ci powiem kiedy. Wtedy, gdy poznałaś tego swojego zjebana chłopaka. – Wygarnęła z pogardą.
-Kate..
-I co ja mam Ci powiedzieć? Spoko, wybaczam Ci i wszystko będzie tak jak dawniej? Spójrz na siebie a potem na mnie i zobacz jak się różnimy. Już nic nie będzie tak jak kiedyś. Tego się nie da naprawić. – Powiedziała i podniosła się z fotelu.
-Proszę Cię. Nie możemy tylu lat przyjaźni skreślić przez moje błędy. Jesteśmy już dorosłe, ale mimo to wciąż potrzebujemy siebie. –Wymamrotałam, ale ona wzruszyła ramionami. Stała się bardzo bezuczuciowa.
-Daj mi spokój... Teraz już wszystko możemy.-  Po tych słowach po prostu wyszła a ja jeszcze przez chwilę siedziałam zszokowana.  Drobne łzy spływały mi po policzkach. Nie spodziewałam się, że skończy się to aż tak źle i tak szybko, choć mam nadzieje, że niedługo się do mnie odezwie.  Niedawno co przyjechałam ze swojego raju i już…
Przez mój płacz chciało mi jeszcze bardziej roznieść głowę, więc byłam wdzięczna jak Anabell przyniosła mi szklankę wody.
-Na pewno będzie dobrze. – Pocieszała mnie kobieta. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie a ona poklepała mnie po plecach. Jej wyraz twarzy był bardzo ciepły, a blond loku świetnie się z nią komponowały.
-Dzięki..- Powiedziałam cicho a Anabell za chwilę zniknęła w kuchni. Upiłam jeden łyk zimnej wody i odłożyłam ją na stół. Rzuciłam się na łóżku zakrywając twarz dłońmi i leżałam… Nie wiem ile czasu  minęło, ale w końcu postanowiłam iść po jakąś tabletkę przeciwbólową, którą za chwilę popiłam kolejnym łykiem wody. Poszłam do łazienki i przemyłam twarz zimną wodą, by rumieńce które miałam na twarzy zniknęły. Wzięłam swojego laptopa i pierwsze co to sprawdziłam swoją pocztę, na której miałam jedną nieodebraną wiadomość od Philipa. Tak jak myślałam o nic ciekawego nie pytał, tylko jak się czuję i co u mnie słychać. Szybko odpisałam, że wszystko dobrze i szkoda, że go już nie widzę. Mimo, że trochę mijało się to z prawdą to nie miałam ochoty rozpisywać się na temat moich przyjacielskich problemów. Szczerze naprawdę za nim trochę tęsknie, ale wiem jaka byłaby reakcja Nialla jakbym chciała się z nim znowu zobaczyć. Dlatego jedyną opcją jest kontakt przez pocztę elektroniczną.


Nawet nie wiem kiedy zdążyłam usnąć na łóżku z laptopem na brzuchu. Wolna muzyką, którą wcześniej włączyłam musiała mnie jedynie do niego ukoić.
Gdy poczułam na sobie silne ramiona,  bardzo mocno wzdrygnęłam się przez co wywołałam u kogoś silny śmiech. Blondyn przyległ delikatnie do moich ust, wywołując u mnie przyjemne dreszcze. Położył się wygodnie obok mnie a ja ułożyłam swoją głowę na jego ramieniu, rękę przeplatając go w pasie.
-Kiedy przyszedłeś? – Zapytałam ziewając.
-Jakieś 40 minut temu. – Odpowiedział mocno mnie przytulając. Uwielbiam jego zapach.
-Chodź gdzieś wyjdziemy? – Zaproponował na co głęboko westchnęłam.
-Mam kaca.
-No to może pomoże Ci jakiś spacer, czy zakupy. – Przekonywał  mnie a ja patrzyłam na niego całkiem zmarnowana.
-Niall.. – Marudziłam.
-No chodź… - Kontynuował a ja zaczęłam delikatnie pocierać sobie skronie.
-Spotkałam się dzisiaj z Kate i naprawdę nie było najlepiej. Nie mam nastroju na żadne wyjścia. –Tłumaczyłam a on się skrzywił.
-Dlatego wychodzimy by poprawić Ci humor. – Stwierdził optymistycznie a ja uznałam to jako ‘’rozkaz’',bo nie miałam ochoty na dalsze zaprzeczanie, ponieważ i tak skończyłoby się to moją porażką. Głęboko westchnęłam i podniosłam się na łokciach.
-Gdzie masz zamiar iść?
- Pojedziemy do centrum to kupimy parę rzezy do domu. – Odpowiedział podnosząc się z łóżka. Kiwnęłam lekko głową i powoli zaczęłam zbierać swoje rzeczy.  Wyjęłam z szafy luźną szarą bluzę, bo wiedziałam, że pogoda na dworze robi się coraz gorsza. Nienawidziłam jesieni, robi się coraz zimniej, nie przyjemniej, trzeba nosić cieplejsze ubrania. Krótko mówiąc masakra. 
Zeszliśmy za chwilę na dół, gdzie założyłam swoje ulubione adidasy i wyszłam z domu prosto na wietrzną pogodę. Ugh.. Spojrzałam w górę na ciemne chmury, z których niedługo będzie prawdopodobnie padać. Wsiadłam szybko do auta i podwinęłam pod siebie kolana. Oparłam o nie głowę i lekko przymknęłam swoje powieki.
-Aż tak się źle czujesz?
- Poza tym, że boli mnie głowa i myślę o Kate to jest zajebiście. – Wymamrotałam niewyraźnie.
- Daj sobie z nią spokój. – Mówił a ja zaczynałam się irytować.
-Niall…- Ostrzegłam go a on pokiwał przecząco głową na moje zachowania. Miałam ochotę jeszcze mu coś powiedzieć, ale uznałam, że będzie lepiej jak się już zamknę. 
Resztę drogi oboje siedzieliśmy już cicho, by się nie pokłócić. Gdy udało zaparkować mu się samochód, jako pierwsza opuściłam pojazd i wyprzedzając go ruszyłam do wielkich drzwi.
-No nie denerwuj się już. – Usłyszałam jego marudny głos za mną.
-Ja się nie denerwuję. – Zaoponowałam wyrzucając ręce w powietrze.
-Przecież widzę. – Powiedział powoli. Jego spokój czasami denerwuję mnie bardziej, niż wtedy, gdy jest zły.
-To nie patrz. – Jęknęłam a on splótł pomimo mojego niezadowolenia nasze dłonie.
-Pogodzisz się z nią przecież!
- I w tym problem. Nie pogodzę się z nią! Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Żebyś Ty słyszał dzisiaj złość w jej głosie. A najgorsze jest to, że to wszystko moja wina. – Zakryłam twarz dłońmi i przytuliłam się do mojego chłopaka.
-To nie jest Twoja wina, ale proszę Cię już nie gadajmy o tym. – Pocieszył mnie i palcami ustawił mi usta w kształcie uśmiechu. Przez moment staliśmy jeszcze w bezruchu, aż w końcu przeszliśmy przez wielki napis ‘’wejście’’ .

                W centrum było znacznie cieplej niż na zewnątrz, przez co po paru minutach przeciągnęłam przez głowę bluzę. Mimo, że Niall miał na sobie zwykły biały t-shirt i czarne rurki wyglądał znacznie lepiej ode mnie. Zawsze tak jest, gdziekolwiek byśmy nie poszli. Zawsze wzbudzał wielkie zainteresowanie wśród kobiet, na szczęście zdążyłam się już do tego choć trochę przyzwyczaić.
                Naszym pierwszym celem okazał się sklep z pięknymi zastawami na stół.  Po niedługim czasie jednoznacznie zdecydowaliśmy się na porcelanowy zestaw z lekkimi i jasnymi wzorami. Pierwszy raz chyba oboje byliśmy tak krótko w sklepie. Trzymając się za dłonie opuściliśmy zadowoleni sklep i idąc powoli oglądaliśmy wystawy. Weszliśmy do jednego z butików, który nie należał tutaj do najdroższych. Mina Nialla mówiła za siebie, gdy rozglądał się dookoła a ja przeglądałam kolejno wieszaki szukając czegoś dla siebie. Kątem oka zobaczyłam niewielką kremową torebkę, która była po prostu cudowna. Sięgnęłam ją z wyższej półki i przystawiłam ją do swojego ciała. Odwróciłam się w stronę chłopaka, u którego na twarzy formował się widoczny grymas.  Nie zajęło mi dużo czasu by namówić blondyna, żeby mi ją kupił. Cmoknęłam go w usta  w ramach podziękowania i ruszyliśmy dalej…
-Miałeś racje, że zakupy poprawią mi humor. – Oznajmiłam radośnie.
-Ja zawsze mam racje. – Powiedział przez co miałam ochotę wywrócić oczami.
- Masz ochotę coś zjeść? – Pokiwałam ochoczo na jego propozycje. Od rana nic nie jadłam. Dopiero po słowach chłopaka zorientowałam się, że mój żołądek jest pusty i domaga się jedzenia.
-Pizza?
-Może być. – Uśmiechnęłam się lekko i powolnym krokiem szliśmy w stronę upchniętych blisko siebie restauracji i pizzerii. Zajęłam jedno z wolnych stolików w rogu, gdy Niall poszedł zamawiać jedzenie. Wyjęłam z kieszeni telefon i napisałam do Rity krótkiego Sms jak u niej po imprezie.  Nadal nie mogę sobie wyobrazić ile musiałam wypić alkoholu, żeby aż urwał mi się film. Rita ma na pewno mocniejszą głowę jeżeli chodzi o te sprawy i na pewno zazwyczaj ma to pod kontrolą w przeciwieństwie do mnie. Nigdy więcej tyle nie wypije to jest chyba pewne.
-Proszę.. – Powiedział Niall, gdy położył dużo pizze dwa talerze na stole.
-Jak zdrowo. – Stwierdziłam, kładąc sobie na talerz jeden z kawałków.  Oboje szybko wzięliśmy się za jedzenie.
-Trzeba to uwiecznić. – Zaśmiałam się i przybliżyłam się do Nialla. Włączyłam aparat i robiąc głupie miny pstrykałam serie zdjęć na pamiątkę.
-Rose?
-Co? – Spytałam zdziwiona, gdy spojrzałam na chwilę na Nialla, który zaczął wpatrywać się tępo w jeden punkt.
-Spójrz się przed siebie. – Powiedział tajemniczo a ja za chwilę tak zrobiłam. Nie wiedziałam o co mu chodziło dopóki coś a raczej ktoś nie przykuł mojej uwagi.
-Niall…Błagam Cie powiedz, że to nie są oni… - Jęknęłam niesfornie, gdy widziałam jak dwie znajome mi osoby obściskiwały się niedaleko od nas.
-Ja pierdole... - Głęboko westchnęłam, gdy patrzyłam jeszcze przez chwilę na Kate i Harrego.
_____________________________________________________
Hej wszystkim !  Chciałam Wam tylko napisać, że napisanie tego rozdziału zajęło mi masę, masę czasu i nie mam zielonego pojęcia jak mi wyszedł.  Wiem, że długo się on nie pojawiał, ale chcę, zebyście wiedzieli, że cały czas nadal cholernie bardzo mi zależy ! <3 Naprawdę jestem Wam bardzo wdzięczna za to wszystko wgl. Ja dopiero tak naprawdę uczę się pisać, więc jestem jestem cholernie wdzięczna i zadowolona, że ktoś to czyta.. <3 Jak widzicie jest również nowy wygląd, więc poproszę o wasze opinie również na ten temat <3 Za wszelkie błędy przepraszam, ale skończyłam go pisać dopiero teraz !
Jeżeli czytacie te rozdziały to bardzo Was proszę o pozostawienie komentarza, bo jest to bardzo ważne. (te pozytywne i negatywne również)
Kiedyś ktoś mi zadał pytanie i dopiero teraz przypomniało mi się i chciałabym na nie odpowiedzieć. Dotyczyło ono czy pisałam wcześniej jakiegoś innego bloga?
Owszem pisałam go z moją przyjaciółką, ale ze względy na to, że nie widziałyśmy przyszłości tego opowiadanie jednoznacznie postanowiłyśmy go zawiesić. W tym momencie trochę tego żałuję, ale czasu nie cofnę :/
I taka prośba, jakby ktoś z Was znał jakieś piosenki, które pasowałby do rozdziałów to bardzo proszę o podanie mi tytułów czy linków :) Byłabym wdzięczna.
I to chyba na tyle Kochanie. Komentujcie i do zobaczenia :*
Szablon by Selly